2 Księga Machabejska (2 Mch)

2 Księga Machabejska – BIBLIA POZNAŃSKA

Słowo ”Żyd” zastąpiona na ”Judejczyk”

Zamiast słowa ”judaizm” zmieniłem na ”swej wierze”

2 Ksiega Machabejska

BIBLIA POZNAŃSKA

 

Rozdział 1 (2 Mch 1)

(1) Bracia Judejczycy z Jerozolimy i z ziemi judzkiej przesyłają pozdrowienia Judejczykom w Egipcie życząc pomyślności i pokoju.

(2) Niech Bóg zsyła na was dobrodziejstwa i niech pamięta o Przymierzu, jakie zawarł ze swymi wiernymi sługami, Abrahamem, Izaakiem i Jakubem.

(3) Oby dał wam wszystkim serce, abyście Go czcili i wypełniali Jego wolę wielkim sercem i uległą duszą.

(4) Niech otworzy wasze serca dla swego Prawa i przykazań i niech użyczy pokoju.

(5) Oby wysłuchał waszych modlitw i pojednał się z wami, i oby nie opuścił was w chwili nieszczęścia.

(6) [Tak] modlimy się tu za was obecnie.

(7) Za panowania Demetriusza, w roku sto sześćdziesiątym dziewiątym, my Judejczycy napisaliśmy do was w chwili największego ucisku, jaki dotknął nas w tych latach, odkąd Jazon ze swoimi zwolennikami zdradził ziemię świętą i królestwo.

(8) Spalono wówczas bramę [Świątyni] i przelano niewinną krew. Błagaliśmy więc Pana i wysłuchał nas. Złożyliśmy tedy ofiarę krwawą i ofiarę z wyborowej mąki, zapaliliśmy świeczniki i złożyliśmy chleby ofiarowane [Bogu].

(9) Odtąd i wy powinniście obchodzić Święto Szałasów w miesiącu Kasleu. [Pisano] w roku sto osiemdziesiątym ósmym.

(10) Wszyscy [mieszkańcy] Jerozolimy i Judei, rada starszych wraz z Judą życzą radości i zdrowia Arystobulosowi – pochodzącemu z rodu namaszczonych kapłanów – nauczycielowi króla Ptolemeusza, oraz Judejczykom w Egipcie.

(11) Wybawieni przez Boga z wielkich niebezpieczeństw składamy Mu stokrotne dzięki, że jesteśmy gotowi do walki z królem.

(12) Sam bowiem [Bóg] zwyciężył tych, którzy ruszyli gotowi do boju przeciw Świętemu Miastu.

(13) Skoro bowiem wódz przybył do Persji z armią, która wydawała się niezwyciężona, zostali pokonam w świątyni Nanai dzięki podstępowi, jakim posłużyli się kapłani Nanai.

(14) Antioch przybył tam wraz z przyjaciółmi, aby pod pozorem poślubienia [bogini Nanai] zagarnąć wielkie bogactwa tytułem posagu.

(15) Kiedy je kapłani Nanai wyłożyli, wszedł z kilkoma ludźmi do wnętrza świątyni. Skoro tylko się tam znalazł, [kapłani] zamknęli świątynię,

(16) A otworzywszy tajemny otwór w suficie rzucać zaczęli kamienie i zabili wodza [wraz z jego ludźmi]. Następnie posiekali ich na kawałki, a odrąbane głowy wyrzucili tym, którzy znajdowali się na zewnątrz.

(17) Za wszystko to niech będzie błogosławiony Bóg, który wydał bezbożnych na śmierć.

(18) Zamierzając święcić dwudziestego piątego Kasleu oczyszczenie Przybytku, uważaliśmy za stosowne powiadomić was, abyście i wy obchodzili Święto Szałasów i Ognia [na pamiątkę tego], jak Nehemiasz, budowniczy świątyni i ołtarza, złożył ofiary.

(19) Albowiem gdy uprowadzono naszych ojców do Persji, pobożni kapłani owych czasów wzięli ogień z ołtarza i ukryli go potajemnie w głębi pewnej wyschłej studni. Zabezpieczyli ją tak, że nikt nie znał tego miejsca.

(20) Skoro upłynęło wiele lat i gdy się tak Bogu spodobało, Nehemiasz przysłany [do Judei] przez króla perskiego rozkazał odszukać ogień potomkom owych kapłanów, którzy go ukryli. A gdy nam donieśli, że nie znaleźli ognia, tylko gęstą wodę, rozkazał, aby zaczerpnęli jej i przynieśli.

(21) Skoro wszystko, co potrzebne do ofiary, było przygotowane, rozkazał Nehemiasz kapłanom polać tą wodą drzewo i to, co na nim złożono.

(22) Uczynili to i gdy po pewnym czasie zaświeciło słońce, przedtem zakryte chmurami, buchnął płomień tak wielki, że wszyscy się zdumieli.

(23) Gdy się dokonała ofiara, kapłani zanosili modły a wraz z nimi i wszyscy. Rozpoczynał Jonatan, pozostali zaś powtarzali za Nehemiaszem.

(24) A modlili się tak: Panie, Panie Boże, stwórco wszechrzeczy, groźny, potężny, sprawiedliwy i miłosierny, jedyny władco i dobroczyńco.

(25) Tyś jeden królem szczodrobliwym, Tyś jeden sprawiedliwy, wszechwładny i wieczny. Wybawco Izraela od wszelkiego nieszczęścia, który ojców naszych uczyniłeś wybranymi i uświęciłeś ich.

(26) przyjmij tę ofiarę za cały Twój naród izraelski, strzeż i uświęć Twoje dziedzictwo.

(27) Zgromadź tych spośród nas, którzy są rozproszeni, uwolnij tych, którzy są w niewoli u pogan, wejrzyj łaskawie na wyśmiewanych i pogardzanych, aby poznali poganie, żeś Ty jest naszym Bogiem.

(28) Ukarz naszych ciemięzców, którzy wynoszą się w swej zuchwałości,

(29) zaszczep swój lud na Twoim miejscu Świętym, jak to powiedział Mojżesz. (30) Kapłani odśpiewali hymny.

(31) Gdy spłonęła już cała ofiara, rozkazał Nehemiasz rozlać resztę wody na ogromne kamienie.

(32) Skoro to uczynili, buchnął płomień, lecz pochłonął go blask bijący z ołtarza.

(33) Wieść o tym wydarzeniu rozeszła się i królowi perskiemu doniesiono, że w miejscu, gdzie uprowadzeni kapłani ukryli ogień, ukazała się woda, którą Nehemiasz i jego ludzie oczyścili ofiarę.

(34) Król zbadał sprawę, po czym ogrodził to miejsce i uznał je za święte.

(35) Król szczodrze obdarzył kapłanów – sam przyjął liczne dary i wzajemnie się obdarowali.

(36) Ludzie Nehemiasza nazywali [tę wodę] neftar, co znaczy oczyszczenie, większość jednak nazywa ją neftai.”

 

Rozdział 2 (2 Mch 2)

(1) W dokumentach znajduje się [wiadomość] o tym, że prorok Jeremiasz rozkazał przesiedleńcom zabrać ogień, jak to było powiedziane.

(2) Prorok też dał im Księgę Prawa i polecił uprowadzonym do niewoli, by nie zapomnieli o przykazaniach Pana i nie dali się zwieść w swych myślach widokiem wspaniale zdobionych bożków ze złota i srebra.

(3) Pośród innych upomnień wzywał ich, aby nigdy nie wyrzucili Prawa ze swoich serc.

(4) Było w tymże piśmie [zapisane], że z [Bożego] objawienia rozkazał prorok nieść za sobą namiot i Arkę, gdy udawał się na górę, na którą niegdyś wstąpił Mojżesz oglądając dziedzictwo Boga.

(5) Przybywszy tam znalazł obszerną grotę, w której złożył Namiot, Arkę i ołtarz kadzenia, wejście zaś zasypał kamieniami.

(6) Kilku spośród towarzyszących mu [ludzi] wróciło [potem], aby oznaczyć drogę, lecz nie mogli jej odnaleźć.

(7) Skoro się o tym dowiedział Jeremiasz, zganił ich mówiąc, że miejsce to pozostanie nie znane do czasu, aż Bóg zgromadzi lud i okaże mu miłosierdzie.

(8) Wówczas znowu pokaże Pan wszystkie te rzeczy i objawi się chwała pańska wraz z obłokiem, jak objawiła się za Mojżesza, i wtedy, gdy Salomon prosił, aby miejsce to zostało uroczyście poświęcone.

(9) Opowiadano również [w tym piśmie], jak [król] mając dar mądrości składał ofiarę przy poświęceniu Świątyni i wykończeniu,

(10) Jak Mojżesz modlił się do Pana i zstąpił ogień z nieba spalając ofiarę, jak Salomon wznosił modły, a ogień pojawił się i strawił całopalną ofiarę.

(11) Wówczas to rzekł Mojżesz: Ponieważ nie spożywano ofiary za grzechy, dlatego została spalona.

(12) Podobnie Salomon obchodził święto przez osiem dni.

(13) Pisma i wspomnienia Nehemiasza opowiadają nie tylko o tym, lecz także, jak zakładając bibliotekę zebrał księgi o królach, pisma Proroków, księgi Dawida oraz listy królów o darach ofiarnych.

(14) Podobnie Juda zgromadził wszystkie [księgi] rozproszone w czasie prowadzonej przez nas wojny i mamy je u siebie.

(15) Jeśli któraś z nich jest wam potrzebna, przyślijcie posłańców celem jej odebrania.

(16) Zamierzając obchodzić uroczystość oczyszczenia, napisaliśmy do was. Dobrze uczynicie zatem świętując te dni.

(17) Bóg ocalił cały swój naród i wszystkim przywrócił dziedzictwo, królestwo, kapłaństwo i uświęcenie,

(18) Jak to zapowiedział w Prawie. W Bogu więc pokładamy nadzieję, że wkrótce zlituje się nad nami i zgromadzi nas ze wszystkich krain, które są pod niebem na [to] miejsce święte, wybawił nas bowiem z wielkich nieszczęść i oczyścił [święte] miejsce. (19) Dzieje Judy Machabeusza i jego braci, oczyszczenie wspaniałej Świątyni i poświęcenie ołtarza,

(20) Dalej – wojny z Antiochem Epifanesem i jego synem Eupatorem,

(21) Objawienie zesłane z nieba tym, którzy w obronie Izraela tak dzielnie walczyli, że – chociaż nieliczni – zdobyli na nowo cały kraj, wypędzili barbarzyńców,

(22) Odzyskali słynną w całym świecie Świątynię, oswobodzili Miasto i ponieważ Pan w swej wielkiej dobroci był dla nich łaskawy – przywrócili znaczenie prawom, które poczęto lekceważyć –

(23) Wszystko to zebrane przez Jazona Cyrenejczyka w pięciu księgach spróbujemy streścić w jednej księdze.

(24) Biorąc pod uwagę znaczną ilość ksiąg i spowodowane obfitością materiału trudności, na jakie natrafiają pragnący zagłębić się w wywody historyczne,

(25) Zamierzamy sprawić przyjemność tym, którzy chętnie czytają, dać ułatwienie tym, którzy chcą przyswoić sobie materiał pamięciowo, a dopomóc wszystkim, którym ta księga wpadnie w ręce.

(26) I dla nas podjęty trud sporządzenia skrótu nie jest łatwy – praca ta wymaga wielkiego znoju i nieprzespanych nocy.

(27) Podobnie trudzi się ten, kto przygotowuje ucztę, pragnąc innym sprawić przyjemność. Jednakże chętnie podejmujemy ten ciężki trud, aby zaskarbić sobie wdzięczność wielu [czytelników].

(28) Pozostawiając sprawę wiarygodności szczegółów autorowi [dzieła], sami postaramy się jedynie o sporządzenie poprawnego streszczenia.

(29) Podobnie jak budowniczy nowego domu troszczyć się musi o całość budowli, a ten, kto podejmuje się ozdobić go rysunkami i malowidłami, zajmuje się tylko tym, co należy do dekoracji, tak też – moim zdaniem – ma się rzecz i z nami.

(30) Zagłębienie się w fakty i wszechstronne ich zbadanie oraz skrupulatne rozpoznanie szczegółów należy do tego, kto pierwszy pisze historię.

(31) Ten natomiast, kto dokonuje formalnej przeróbki, dążyć musi do zwięzłości w opowiadaniu i unikać szczegółowego przedstawiania wydarzeń.

(32) Zacznijmy więc opowiadanie, gdyż zbyt długo już zatrzymujemy się nad uwagami wstępnymi. Byłoby bowiem rzeczą nieroztropną rozwodzić się zbytnio we wstępie do historii, a w samej historii czynić skróty.

 

Rozdział 3 (2 Mch 3)

(1) Gdy życie w Świętym Mieście upływało w całkowitym spokoju, a prawa były jak najściślej przestrzegane dzięki pobożności arcykapłana Oniasza i jego pogardy dla zła,

(2) Zdarzyło się nawet, że sami królowie czcili to miejsce, a Świątyni przysparzali sławy wspaniałymi darami.

(3) Nawet Seleukos, król Azji, pokrywał z osobistych dochodów wszelkie wydatki związane ze składaniem ofiar.

(4) Pewien Szymon jednak z rodu Beniamina, wyznaczony na zarządzającego Świątyni poróżnił się z arcykapłanem w sprawie kontroli nad targami miejskimi.

(5) Nie mogąc wygrać [w tym sporze] z Oniaszem, udał się do Apoloniusza z Tarsu, ówczesnego namiestnika Celesyrii i Fenicji.

(6) Powiadomił go, że skarbiec w Jerozolimie pełen jest niezmierzonych bogactw, tak że nie da się wprost policzyć olbrzymiej ilości pieniędzy, która wielokrotnie przewyższa wydatki na ofiary, oraz że istnieje możliwość, aby król wszystkim tym zawładnął.

(7) Apoloniusz udał się do króla i wyjawił mu, czego się dowiedział o skarbach. Ten zaś wybrał Heliodora, który zajmował się sprawami publicznymi, i wysłał go z rozkazem, aby wymusił wydanie wspomnianych skarbów.

(8) Heliodor natychmiast wyruszył w drogę pod pozorem dokonania objazdu miast Celesyrii i Fenicji, w rzeczywistości zaś by wykonać polecenie króla.

(9) Skoro zjawił się w Jerozolimie, został przyjaźnie przyjęty w mieście przez arcykapłana. Oznajmił o otrzymanym doniesieniu i wyjawił [właściwy] cel przybycia. Wypytywał również, czy [wiadomości o skarbach] są prawdziwe.

(10) Arcykapłan wyjaśnił mu, że skarbiec zawierał pieniądze powierzone przez wdowy i sieroty,

(11) Część zaś należy do Hirkana, syna Tobiasza, człowieka piastującego wysoką godność sprawa ma się więc inaczej, niż to fałszywie przedstawił bezbożny Szymon: cały skarb to tylko czterysta talentów srebra i dwieście talentów złota.

(12) Niemożliwą jest rzeczą przeto skrzywdzić tych, którzy zawierzyli świętości miejsca oraz godności i nietykalności Świątyni czczonej w całym świecie.

(13) Heliodor jednak – powołując się na rozkaz króla – utrzymywał, że pieniądze te powinny być przekazane do królewskiego skarbca.

(14) W wyznaczonym przez siebie dniu wszedł [do skarbca], aby dokonać przeglądu. A w całym mieście panowało wielkie poruszenie.

(15) Kapłani odziani w szaty kapłańskie padli przed ołtarzem błagając niebo, aby Ten, który ustanowił Prawo o powierzonym mieniu, zachował nienaruszone dobra tym, którzy je tu złożyli.

(16) Na widok oblicza arcykapłana krajało się serce wszystkich patrzących. Wygląd i bladość pokrywająca jego twarz świadczyły o cierpieniach duszy.

(17) Przerażenie i drżenie ciała, jakie opanowały tego człowieka, ujawniały patrzącym ból, który owładnął jego sercem.

(18) Ludzie gromadnie opuszczali domy, aby się wspólnie modlić, gdyż Świętemu miejscu groziło znieważenie.

(19) Kobiety przepasane worami poniżej piersi napełniły ulice. Dziewczęta, które żyły dotąd w zamknięciu, jedne pobiegły do bram, inne na mury, niektóre zaś wychylały się z okien,

(20) A wszystkie zanosiły błagania wyciągając ręce ku niebu.

(21) Litość budził widok, gdy pomieszany tłum padał na ziemię, a arcykapłan oczekiwał w wielkim przerażeniu.

(22) Prosili wszechwładnego Pana, aby powierzone dobra zachował nienaruszone tym, którzy je złożyli.

(23) Heliodor zaś wykonywał to, co zostało postanowione.

(24) Znajdował się właśnie ze swoją strażą przyboczną blisko skarbca, gdy Władca duchów panujących nad wszelką potęgą objawił się z tak niezwykłą siłą, że wszyscy, którzy ośmielili się tam wejść, przerazili się i porażeni mocą Bożą omdleli.

(25) Ukazał się im mianowicie przebrany we wspaniałą uprząż koń niosący na sobie straszliwego jeźdźca. Gwałtownie pędząc natarł na Heliodora przednimi kopytami. Wydawało się, że siedzący na koniu odziany jest w złotą zbroję.

(26) Ponadto ujrzał jeszcze dwóch młodzieńców, którzy wyróżniali się siłą, niezwykłą urodą i wspaniałymi szatami. Stanęli po obu stronach [Heliodora] i smagali go bez przerwy, zadając mu liczne uderzenia.

(27) Padł nagle na ziemię i ogarnęły go nieprzeniknione ciemności. Podnieśli i złożyli w lektyce

(28) Tego, który dopiero co wszedł do wspomnianego skarbca z licznym orszakiem i całą strażą przyboczną; niesiono go pozbawionego pomocy zrozumiawszy, że tym sposobem objawiła się im moc Boża.

(29) Leżał tak siłą boską pozbawiony mowy, nie mając żadnej nadziei ratunku,

(30) [Judejczycy] zaś chwalili Pana, który okrył sławą swoje Miejsce. Świątynia, która przed chwilą ogarnięta była trwogą i przerażeniem, dzięki objawieniu wszechmocnego Pana wypełniła się weselem i radością,

(31) Zaraz też niektórzy ludzie z otoczenia Heliodora poprosili Oniasza o wstawienie się do Najwyższego, aby darował życie konającemu.

(32) Arcykapłan w obawie, że król mógłby podejrzewać, jakoby Judejczycy targnęli się na życie Heliodora, złożył ofiarę za jego ocalenie.

(33) Gdy arcykapłan składał ofiarę przebłagalną, ukazali się znowu Heliodorowi ci sami młodzieńcy, odziani w te same szaty, i stanąwszy rzekli: Stokrotnie podziękuj arcykapłanowi Oniaszowi, przez wzgląd na niego bowiem Bóg darował ci życie.

(34) Ty zaś, dotknięty karą z nieba, rozpowiadaj wszystkim o wielkiej mocy Bożej. To rzekłszy zniknęli.

(35) Heliodor złożył ofiarę Panu i wielkie śluby uczynił Temu, który darował mu życie. Pożegnawszy się przyjaźnie z Oniaszem powrócił ze swym wojskiem do króla.

(36) Wobec wszystkich dawał świadectwo o dziełach najwyższego Boga, jakie oglądał na własne oczy.

(37) A gdy król zapytał Heliodora, kto by się nadawał, aby go raz jeszcze wysłać do Jerozolimy, rzekł:

(38) Jeśli masz jakiegoś wroga lub kogoś sprzeciwiającego się twoim rządom, wyślij go tam, a powróci wy chłostany, jeśli w ogóle ujdzie z życiem, gdyż w tym Miejscu rzeczywiście objawia się Boża moc.

(39) Ten bowiem, który zamieszkuje niebiosa, jest strażnikiem i obrońcą tego Miejsca. Chłoszcze On i gubi przychodzących tam w złych zamiarach.

(40) To właśnie wydarzyło się Heliodorowi i tak został uratowany skarbiec Świątyni.

 

Rozdział 4 (2 Mch 4)

(1) Wspomniany Szymon, zdrajca skarbów i ojczyzny, oczernił Oniasza, jakoby to on pobił Heliodora i był sprawcą całego nieszczęścia.

(2) Dobroczyńcę miasta, obrońcę rodaków i gorliwego stróża Prawa ośmielił się nazwać przeciwnikiem władzy [królewskiej].

(3) Wrogość zaś posunęła się tak daleko, że jeden z zaufanych Szymona dopuszczał się mordów.

(4) Oniasz rozumiejąc, że walka byłaby niebezpieczna i że Apoloniusz, syn Menesteusa, wódz Celesyrii i Fenicji, stara się podsycić złość Szymona,

(5) Odniósł się do króla nie po to, by oskarżać swoich rodaków, lecz mając na względzie dobro publiczne i prywatne całego narodu.

(6) Wiedział bowiem, że bez pośrednictwa króla nie nastąpi pokój w życiu publicznym i że Szymon nie porzuci swych niecnych zamiarów.

(7) Po śmierci Seleukosa, gdy władzę w państwie objął Antioch, mający przydomek Epifanes, Jazon, brat Oniasza, zagarnął nieprawnie urząd arcykapłana.

(8) Spotkawszy się z królem przyrzekł mu trzysta sześćdziesiąt talentów srebra oraz osiemdziesiąt talentów z innych źródeł.

(9) Nadto obiecał przekazać jeszcze sto pięćdziesiąt talentów, jeżeli na podstawie własnego rozporządzenia będzie mógł urządzić plac sportowy i miejsce ćwiczeń dla młodzieży oraz nadawać obywatelstwo Antiochii mieszkańcom Jerozolimy.

(10) Ponieważ król zgodził się, zaraz po objęciu władzy rozpoczął [Jazon] wprowadzać wśród rodaków zwyczaje greckie.

(11) Zniósł przywileje, jakie królowie przyznali Judejczykom za sprawą Jana, ojca Eupolemosa, tego, który sprawował poselstwo do Rzymu, aby zawrzeć układ przyjaźni i przymierza. Znosił także obowiązujące postanowienia prawne, a wprowadził zwyczaje nowe, przeciwne Prawu.

(12) Umyślnie pod tym samym zamkiem wybudował gimnazjon i najznakomitszych młodzieńców nakłonił do noszenia [greckiego] kapelusza.

(13) Upodobanie do greczyzny i moda przyjmowania obcych zwyczajów osiągnęły szczyt przez niespotykaną niegodziwość Jazona, bezbożnika, który nie miał w sobie nic z arcykapłana,

(14) Tak że kapłani nie troszczyli się wcale o służbę przy ołtarzu, a gardząc Świątynią i zaniedbując ofiary spieszyli wziąć udział w zakazanych przez Prawo ćwiczeniach na boisku, skoro tylko ogłoszono rzut dyskiem.

(15) Stare, rodzime zaszczyty mieli za nic, a najwyżej cenili sobie godności greckie.

(16) Z tego powodu znaleźli się w ciężkim położeniu, albowiem ci, których sposób życia tak gorliwie naśladowali i do których całkowicie chcieli się upodobnić, okazali się ich wrogami i ciemięzcami.

(17) Nie gwałci się bowiem bezkarnie praw Bożych, jak okażą przyszłe dzieje.

(18) Gdy w Tyrze w obecności króla odbywały się rozgrywane co pięć lat igrzyska,

(19) Jako delegację Jerozolimy wysłał bezbożny Jazon Antiocheńczyków, aby w nich uczestniczyli. Mieli oni zabrać z sobą trzysta srebrnych drachm na ofiarę dla Heraklesa. Ci, którzy zawieźli pieniądze, uznali jednak, że nie godzi się przeznaczyć ich na ofiarę, lecz trzeba wydać je na coś innego.

(20) Tak więc pieniądze, które według woli ofiarodawcy miały pójść na ofiarę dla Heraklesa, obrócili na budowę trier.

(21) Po wysłaniu Apoloniusza, syna Menesteusa, do Egiptu z okazji wstąpienia na tron króla [Ptolemeusza] Filometora, Antioch dowiedział się, że [Filometor] sprzeciwia się jego polityce. Zaczął więc myśleć o zapewnieniu sobie bezpieczeństwa. Udał się zatem do Joppy, a stamtąd podążył do Jerozolimy.

(22) Jazon wraz z całym miastem przyjął go bardzo okazale; wjechał przy świetle pochodni i wśród wiwatujących okrzyków. Następnie wyruszył z wojskiem do Fenicji.

(23) W trzy lata później wysłał Jazon Menelaosa, brata wspomnianego już Szymona, aby przekazał królowi pieniądze i doprowadził do końca wszczęte już pilne sprawy państwowe.

(24) Nawiązał przyjazne stosunki z królem, a schlebiał mu [w tym sensie], jakoby był człowiekiem wpływowym, i zwracając się do niego z prośbą o godność arcykapłańską ofiarował [za nią] trzysta talentów srebra więcej niż Jazon.

(25) Zaopatrzony w królewskie rozkazy powrócił [do Jerozolimy]. Nie miał w sobie nic, co byłoby godne arcykapłana, a tylko namiętności okrutnego tyrana i wściekłość dzikiego zwierzęcia.

(26) Tak więc Jazon, który [chytrze] podkupił własnego brata, sam podkupiony przez innego jako zbieg schronił się w kraju Ammonitów.

(27) Tymczasem Menelaos objął wprawdzie władzę, nie wypłacił jednak królowi przyrzeczonych pieniędzy

(28) Pomimo upomnień dowódcy zamku Sostratesa, który zajmował się zbieraniem podatków. To właśnie było powodem, że obydwaj wezwani zostali przez króla.

(29) Menelaos zostawił brata swojego Lizymacha jako zastępcę na urzędzie arcykapłana, Sostrates zaś Kratesa, dowódcę Cypryjczyków.

(30) Gdy się to działo, doszło do powstania mieszkańców Tarsu i Mallos, ponieważ [miasta te] podarowano nałożnicy królewskiej imieniem Antiochis.

(31) Król przybył więc bezzwłocznie, aby przywrócić porządek. Zastępcą swym wyznaczył Andronika, jednego z wysokich urzędników.

(32) Menelaos sądząc, że nadarzyła się dogodna okazja, przywłaszczył sobie ze Świątyni część złotych naczyń i [niektóre z nich] podarował Andronikowi, resztę zaś sprzedał w Tyrze i okolicznych miastach.

(33) Oniasz, dowiedziawszy się całej prawdy, ostro zganił Menelaosa, po czym usunął się na miejsce azylu do Dafne, leżącej w pobliżu Antiochii.

(34) Menelaos zatem przyjął Andronika na osobności i usilnie namawiał go, aby zgładził Oniasza. Gdy ten przybył do Oniasza, zaczął go podstępnie namawiać [do wyjścia] i przysięgając podał mu prawicę. W ten sposób dał się on nakłonić do wyjścia z azylu, mimo że podejrzewał go o nieszczerość. Zaraz potem – nie licząc się ze sprawiedliwością – zamordował go.

(35) Niesprawiedliwa śmierć tego człowieka była powodem oburzenia i smutku nie tylko wśród Judejczyków, lecz także wśród wielu pogan.

(36) Skoro król powrócił z miast Cylicji, Judejczycy ze stolicy wraz z Grekami, którzy również byli wrogami gwałtu, udali się [do niego] ze skargą, z powodu niezgodnej z prawem śmierci Oniasza.

(37) Antioch był głęboko zasmucony i przejęty współczuciem. Płakał nawet na wspomnienie roztropności i wielkiej łagodności zamordowanego.

(38) Uniesiony gniewem kazał natychmiast zdjąć z Andronika purpurę i zedrzeć [z niego] szaty. Polecił, aby go tak poprowadzono przez całe miasto na miejsce, gdzie dokonał on na Oniaszu swego bezbożnego czynu. Tam zgładził skrytobójcę. W ten sposób wymierzył mu Pan sprawiedliwą karę.

(39) Ponieważ Lizymach dopuścił się w mieście za zgodą Menelaosa wielu czynów świętokradzkich i wieść o nich przedostała się na zewnątrz, ludność powstała przeciwko Lizymachowi, ale wiele złotych naczyń zostało już zagrabionych.

(40) Skoro wzburzony tłum uniósł się gniewem, uzbroił Lizymach około trzech tysięcy ludzi i uciekł się do krzywdzącej przemocy. Dowodził niejaki Auranos, który miał już wiele lat, lecz mało rozumu.

(41) Skoro spostrzegli, że Lizymach ma zamiar uderzyć, jedni pochwycili kamienie, drudzy drągi, inni zbierali popiół, który się tam znajdował, i w nieładzie ciskali tym w żołnierzy Lizymacha.

(42) W ten sposób wielu z nich zranili, kilku zabili, a wszystkich zmusili do ucieczki. Samego zaś świętokradcę zabili obok skarbca.

(43) W związku z tymi sprawami rozpoczęto dochodzenie sądowe przeciwko Menelaosowi.

(44) Gdy król zjawił się w Tyrze, trzech ludzi z Rady Starszych wniosło przeciwko [Menelaosowi] oskarżenie.

(45) Menelaos, przewidując swą zgubę, przyrzekł znaczną sumę [pieniędzy] Ptolemeuszowi, synowi Dorymenesa, aby ułagodził króla.

(46) Przeto Ptolemeusz odprowadził króla do jednego z krużganków pod pozorem ochłodzenia się i namówił go do zmiany zdania.

(47) I tak uwolnił on od oskarżenia Menelaosa, sprawcę całego nieszczęścia, skazał zaś na śmierć biedaków, którzy byliby uwolnieni, nawet jeśliby bronili swej sprawy przed Scytami.

(48) Ponieśli więc niezasłużoną karę ci, którzy podjęli się obrony miasta, ludu i świętych naczyń.

(49) Oburzeni na to Tyryjczycy wspaniałomyślnie urządzili im pogrzeb.

(50) Menelaos zaś z powodu chciwości będących u władzy utrzymywał się przy rządach; zacięty nieprzyjaciel obywateli coraz bardziej okazywał im swą wrogość.

 

Rozdział 5 (2 Mch 5)

(1) W tym czasie Antioch przygotowywał drugą wyprawę do Egiptu.

(2) I wydarzyło się, że widziano przez czterdzieści niemal dni, jak ukazywali się po całym mieście cwałujący w powietrzu jeźdźcy, odziani w złote szaty, a wszyscy uzbrojeni byli w lance i dobyte miecze.

(3) Hufce jeźdźców w szyku bojowym to kolejno nacierały na siebie, to wycofywały się wśród szczęku tarcz, lasu włóczni, mnóstwa oszczepów i miotanych pocisków. Błyszczały złote zbroje i najrozmaitsze pancerze.

(4) Wszyscy przeto modlili się, aby to zjawisko było pomyślną wróżbą.

(5) Tymczasem rozeszła się fałszywa pogłoska, jakoby Antioch zakończył życie. Wówczas Jazon, zebrawszy nie mniej niż tysiąc ludzi, znienacka zaatakował miasto. Skoro wyparto [obrońców] z murów i w końcu zdobyto miasto, Menelaos schronił się do zamku.

(6) Jazon zaś urządził bezlitosną rzeź własnych obywateli, nie zdając sobie sprawy z tego, że zwycięstwo nad rodakami jest największym nieszczęściem; sądził bowiem, że pobił nieprzyjaciół, a nie własny naród.

(7) Mimo to nie zdołał objąć władzy, ale ostatecznie ściągnął na siebie wskutek tego napadu hańbę i musiał znowu szukać schronienia w kraju Ammonitów.

(8) I tam doczekał się marnego końca. Oskarżony sądownie przez władcę Arabów Aretasa uciekać musiał z miasta do miasta i zbiegł do Egiptu, ścigany przez wszystkich, znienawidzony jako odstępca od Prawa, przeklęty jako kat ojczyzny i obywateli.

(9) Ten, który tak wielu wygnał z ojczyzny, sam musiał zakończyć życie na obczyźnie. Udał się bowiem do Lacedemończyków, mając nadzieję, że ze względu na pokrewieństwo znajdzie tam schronienie.

(10) Ten, który mnóstwo ludzi pozabijał i nie pogrzebał, nie był ani żałowany, ani opłakiwany i nie doczekał się pogrzebu ani grobu wśród ojców.

(11) Kiedy wieści o tych wydarzeniach dotarły do króla, sądził, że Judea dąży do oderwania się. Wyruszył więc z Egiptu z dziką wściekłością w duszy i zdobył miasto przemocą.

(12) Rozkazał żołnierzom zabijać bezlitośnie wszystkich, którzy wpadną im w ręce, oraz wyciąć tych, którzy ratowaliby się ucieczką do domów.

(13) Rozpoczęła się zagłada młodych i starych, rzeź kobiet i dzieci, mord dziewcząt i niemowląt. (14) Straty w owych trzech dniach wynosiły osiemdziesiąt tysięcy ludzi. Czterdzieści tysięcy zginęło w walce, nie mniej sprzedano [w niewolę].

(15) Tym jeszcze nienasycony odważył się wtargnąć do Świątyni najświętszej na całym świecie, mając za przewodnika Menelaosa, zdrajcę praw i ojczyzny.

(16) Splamionymi rękoma zrabował i wziął w swoje nie poświęcone ręce święte naczynia i ofiary, które inni królowie złożyli dla pomnożenia świetności i czci tego miejsca.

(17) Antioch w swej wielkiej zarozumiałości nie pojął, że Wszechwładny na krótki czas rozgniewał się z powodu grzechów mieszkańców miasta, i dlatego to odwrócił spojrzenie od Miejsca.

(18) Gdyby nie pogrążyli się w tylu grzechach, to podobnie jak Heliodor, wysłany przez króla Seleukosa w celu dokonania przeglądu skarbca, również i ten zostałby natychmiast po wejściu wychłostany i odwiedziony od zuchwałego zamierzenia.

(19) Albowiem Pan nie wybrał ludu dla miejsca Świętego, lecz dla swego ludu wybrał Miejsce.

(20) Dlatego Miejsce to dzieliło nieszczęścia, jakie spotykały lud, potem zaś uczestniczyło w udzielonych mu dobrodziejstwach. Opuszczone w gniewie przez Wszechmocnego odzyskało znowu całą swą chwałę, gdy Wszechwładny został przejednany.

(21) Antioch zabrał ze Świątyni tysiąc osiemset talentów i z wielkim pośpiechem wrócił do Antiochii. Wyobrażał sobie, że w swej pysze i zarozumiałości sprawi, iż po ziemi można będzie pływać [okrętami], a po morzu chodzić.

(22) Pozostawił jednak zarządców, aby lud krzywdzili: w Jerozolimie Filipa – był to Frygijczyk z pochodzenia, jeszcze większy barbarzyńca niż ten, który go mianował;

(23) Na [górze] Garizim Andronika, a do tego jeszcze Menelaosa, który gorzej niż inni gnębił obywateli i bardzo wrogo usposobiony był do Judejczyków.

(24) Okrytego hańbą Apoloniusza wysłał z wojskiem w liczbie dwudziestu dwóch tysięcy żołnierzy, nakazawszy, aby wymordował wszystkich dorosłych [mężczyzn], kobiety zaś i młodzież sprzedał [w niewolę].

(25) Ten przybył do Jerozolimy i udając, że [zjawia się] w pokojowych zamiarach, powstrzymał się aż do świętego dnia szabatu. Kiedy już się upewnił, że Judejczycy świętują, kazał swoim żołnierzom stanąć pod bronią.

(26) Tych wszystkich, którzy wyszli przyjrzeć się pokazowi, kazał wyciąć. Potem wpadł do miasta z uzbrojonymi żołnierzami i wymordował mnóstwo ludzi.

(27) Wówczas Juda Machabeusz uszedł na pustynię z dziewięcioma mężami. Żył tam ze swymi ludźmi jak dzikie zwierzęta w górach. Żywili się tylko roślinami, aby umknąć wszelkiej nieczystości.

 

Rozdział 6 (2 Mch 6)

(1) Niedługo potem wysłał król pewnego starego Ateńczyka, aby zmuszał Judejczyków do zaparcia się praw przodków, do tego aby nie przestrzegali w życiu praw Bożych,

(2) Do zbezczeszczenia Świątyni jerozolimskiej przez poświęcenie jej Zeusowi Olimpijskiemu oraz świątyni na [górze] Garizim, która na prośbę jej mieszkańców miała być nazwana imieniem Zeusa Kseniosa.

(3) Rozpanoszenie się tego zła było dla wszystkich przykrą uciążliwością.

(4) W Świątyni odbywały się stale rozpustne orgie urządzane przez pogan, którzy zabawiali się z nierządnicami i na świętych dziedzińcach grzeszyli z kobietami; co więcej, wnosili do wnętrza [Świątyni] rzeczy zakazane.

(5) Ołtarz pełen był ofiar niedozwolonych i przez Prawo zakazanych.

(6) Nie wolno było obchodzić szabatu ani zachowywać świąt naszych ojców, nie można było po prostu przyznać się, że się jest Judejczykiem.

(7) Gorzki przymus doprowadził Judejczyków do tego, że uczestniczyli co miesiąc w uczcie ofiarnej w dzień urodzin króla, a podczas święta Dionizjów uwieńczeni bluszczem musieli uczestniczyć w pochodzie ku czci Dionizosa.

(8) Za radą mieszkańców Ptolemaidy wydano zarządzenie dla pobliskich miast greckich, aby postępowano podobnie wzglądem Judejczyków i urządzano uczty z ofiar.

(9) Ci, którzy nie chcieliby przyjąć obyczajów greckich, mieli być skazywani na śmierć; można było więc patrzeć na zbliżające się nieszczęście.

(10) Przyprowadzono przed sąd dwie kobiety za to, że obrzezały swoich synów. Zawieszono im dzieci u piersi i oprowadzano na oczach wszystkich po mieście, a następnie strącono z murów.

(11) Inni zebrali się w pobliskich grotach, aby potajemnie obchodzić dzień szabatu. Gdy zdradzono [to] Filipowi, zostali wszyscy spaleni, gdyż przez szacunek dla dnia świętego uważali, że nie wolno im się bronić.

(12) Upominam jednak tych, którym ta Księga wpadnie w ręce, aby nie tracili ducha z powodu nieszczęść, lecz by wierzyli, że kary te miały na celu nie zagładę narodu, lecz jego poprawę.

(13) Jest bowiem znakiem wielkiej łaski, jeśli nie pozostawia się grzeszników w spokoju przez długi czas, lecz karze się ich natychmiast.

(14) Gdy chodzi o inne narody, czeka Wszechwładny cierpliwie z karaniem, aż dopełnią miary swych występków, inaczej zaś postępuje z nami,

(15) Aby nie musiał nas karać dopiero wtedy, gdy posuniemy się w naszych grzechach aż do ostateczności;

(16) Dlatego nie pozbawia nas nigdy swego miłosierdzia; wychowuje nas przez nieszczęścia, lecz nie opuszcza swego ludu.

(17) To trzeba było powiedzieć dla przypomnienia. Po tych kilku uwagach powracamy do opowiadania.

(18) Eleazar, jeden z przedniej szych uczonych w Piśmie, mąż w podeszłym już wieku, lecz o pełnym godności obliczu, został przymuszony do otwarcia ust i spożycia mięsa wieprzowego.

(19) On jednak wolał umrzeć w chwale, niż żyć w hańbie – wypluł mięso i poszedł dobrowolnie na miejsce męczeństwa.

(20) Postąpił zatem tak, jak powinni postąpić wszyscy, którzy mają odwagę odrzucić to, czego im jeść nie wolno z miłości do życia [wiecznego].

(21) Ci, którym powierzono nadzór nad zabronioną Prawem ucztą ofiarną, wzięli go na bok i – ponieważ znali tego męża już od dłuższego czasu – namawiali go, aby kazał sobie przynieść mięso, które wolno mu było spożyć, i przygotowane przez siebie zjadł, udając w ten sposób, że wypełnia rozkaz króla i raczy się mięsem z ofiar.

(22) Chcieli bowiem ze względu na starą przyjaźń, jaka ich łączyła, wyświadczyć mu dobrodziejstwo, aby to uczyniwszy mógł uchronić się przed śmiercią.

(23) On jednak podjął mężne postanowienie. Było ono godne jego wieku, dostojeństwa jego starości, godne siwizny szlachetnej a zasłużonej i wzniosłego życia, jakie prowadził od wczesnej młodości, nade wszystko zaś godne świętych praw ustanowionych przez Boga. Zgodnie z tym odpowiedział natychmiast: – Wyślijcie mnie bez zwłoki do krainy śmierci.

(24) Albowiem udawanie nie przystoi naszemu wiekowi – wielu młodych ludzi mogłoby pomyśleć, że dziewięćdziesięcioletni Eleazar przyjął obcą religię.

(25) Jeślibym oszukiwał, aby ratować krótkie chwile życia, mógłbym ich wprowadzić w błąd, a sam okryłbym się na starość wstydem i hańbą.

(26) Jeżeli nawet uniknę teraz kary ludzkiej, z rąk Wszechmogącego nie ujdę ani żywy, ani martwy.

(27) Oddając więc obecnie mężnie swe życie, okażę się godny mej starości,

(28) A młodym pozostawię szlachetny przykład, jak odważnie i z godnością powinno się umierać za czcigodne i święte prawa. To rzekłszy poszedł zaraz na miejsce męczeństwa.

(29) Życzliwość okazywana mu jeszcze tak niedawno przez tych, którzy go przyprowadzili, zmieniła się na skutek tych słów we wrogość, uważali je bowiem za szaleństwo.

(30) Gdy był już skatowany i bliski śmierci, westchnął i rzekł: Pan, który posiada świętą wszechwiedzę, wie dobrze, że chociaż mogłem uniknąć śmierci, ciało moje bite kijami cierpi okrutne męki, dusza jednak chętnie znosi te cierpienia z bojaźni Bożej.

(31) Tak zakończył życie zostawiając przez swą śmierć nie tylko młodym, ale i większości narodu przykład odwagi i pamięć cnoty.

 

Rozdział 7 (2 Mch 7)

(1) Zdarzyło się także, że schwytano siedmiu braci wraz z matką. Bito ich biczami i rzemieniami, ponieważ król chciał ich zmusić do zjedzenia wieprzowego mięsa zakazanego przez Prawo.

(2) Jeden z nich wystąpił w imieniu [wszystkich] i powiedział: O co chcesz zapytać i czego pragniesz się od nas dowiedzieć? Gotowi jesteśmy raczej umrzeć, niż przekroczyć prawa ojców.

(3) Wówczas król rozgniewał się i polecił rozpalić patelnie i kotły.

(4) Skoro tylko rozgrzały się, kazał na oczach braci i matki temu, który przemawiał, uciąć język, zedrzeć skórę z głowy i odciąć kończyny.

(5) Gdy już został tak całkowicie okaleczony, rozkazał żyjącego jeszcze przywlec do ognia i piec na patelni. Podczas gdy swąd z patelni coraz dalej rozchodził się, oni tymi słowami nawzajem dodawali sobie wraz z matką otuchy, aby po bohatersku umrzeć:

(6) Pan Bóg widzi to i zaprawdę lituje się nad nami, jak to wyraźnie przepowiedział Mojżesz w pieśni tymi słowy: Zlituje się nad sługami swymi.

(7) Gdy pierwszy zakończył w ten sposób życie, przyprowadzono na męki drugiego. Zdarli mu z głowy skórę wraz z włosami i zapytali: Czy będziesz jadł [mięso wieprzowe] zanim każdą część [twego] ciała poddamy torturom?

(8) On zaś odpowiedział w swojej ojczystej mowie: Nie. Dlatego i ten z kolei umęczony został tak jak pierwszy.

(9) W chwili śmierci odezwał się: Ty, zbrodniarzu, odbierasz nam życie doczesne, lecz Król świata powoła nas do życia wiecznego, bo umieramy za Jego prawa.

(10) Po nim znęcano się nad trzecim. Na żądanie natychmiast wyciągnął język i odważnie podał ręce,

(11) Po czym śmiało przemówił: Otrzymałem je z Nieba i dla [zachowania] Jego praw chętnie je oddaję, mam bowiem nadzieję, że od Niego otrzymam je z powrotem.

(12) Nawet król i jego otoczenie byli pełni podziwu dla odwagi młodzieńca, który nie lękał się męczarni.

(13) Po jego śmierci tak samo katowali i męczyli czwartego.

(14) A gdy był już bliski śmierci, rzekł: My, którzy ponosimy śmierć z rąk ludzkich, znajdujemy pociechę w nadziei danej przez Boga, że przywróci nas znowu do życia. Dla ciebie zaś wskrzeszenia do życia [wiecznego] nie będzie.

(15) Zaraz potem przywiedli piątego i torturowali go.

(16) On zaś patrząc na króla rzekł: Chociaż jesteś śmiertelny, masz władzę nad ludźmi i możesz [z nimi] czynić, co tylko zechcesz. Nie sądź jednak, że Bóg opuścił nasz naród.

(17) Poczekaj tylko cierpliwie, a doświadczysz Jego wielkiej mocy, jak ciebie i twoje potomstwo surowo ukarze.

(18) Po nim przyprowadzono szóstego. Ten zaś konając rzekł: Nie łudź się daremnie, my bowiem cierpimy za własne winy, ponieważ zgrzeszyliśmy przeciwko naszemu Bogu, chociaż działy się rzeczy przedziwne.

(19) Nie licz jednak na to, że ujdziesz bezkarnie. Ty, który ośmieliłeś się walczyć z Bogiem.

(20) Nade wszystko jednak godna, aby ją podziwiać i ze czcią wspominać, była matka, która widząc, jak w jednym dniu zginęło jej siedmiu synów, zniosła to z wielkim spokojem dzięki ufności pokładanej w Panu.

(21) Pełna szlachetnych uczuć, każdego z nich napominała w mowie ojczystej i [słaby] kobiecy charakter wzmacniała męską odwagą. Mówiła do nich:

(22) Nie wiem, jak powstaliście w moim łonie, nie ja obdarzyłam was tchnieniem i życiem ani ja nie spoiłam w całość członków waszych ciał.

(23) To Stwórca świata daje początek człowiekowi i powołuje do istnienia wszystkie rzeczy. On zwróci wam w swym miłosierdziu tchnienie i życie, którego nie szczędzicie teraz [dla zachowania] Jego praw.

(24) Antioch sądził, że drwiono z niego, i podejrzewał w tych słowach obrazę; a ponieważ najmłodszy pozostał jeszcze przy życiu, starał się go przejednać nie tylko słowami, lecz nadto zaręczał mu przysięgami, że uczyni go bogatym i szczęśliwym, jeżeli tylko odstąpi od obyczajów ojców. [Mówił], że uważać go będzie za swego przyjaciela i powierzy mu wysokie urzędy.

(25) Skoro jednak młodzieniec nie zwracał na to żadnej uwagi, przywołał król matkę i nakłaniał ją, aby przekonała chłopca i uratowała mu życie.

(26) Dopiero po długich naleganiach zgodziła się nakłonić syna.

(27) Pochyliwszy się jednak nad nim szydziła z okrutnego tyrana i tak rzekła w mowie ojczystej: Synu, ulituj się nade mną. Przez dziewięć miesięcy nosiłam cię w łonie, przez trzy lata ssałeś moją pierś, pielęgnowałam cię, wychowałam i doprowadziłam do tego wieku.

(28) Zaklinam cię, dziecko moje, spojrzyj na niebo i ziemię, a obejmując wzrokiem wszystko, co na nich się znajduje, pomyśl, że Bóg stworzył to z niczego, podobnie też powstał ród ludzki.

(29) Nie lękaj się tego kata, ale okaż się godnym twoich braci i przyjmij śmierć, abym odzyskała cię wraz z nimi w dniu miłosierdzia [Bożego].

(30) Ledwo skończyła mówić, gdy odezwał się młodzieniec: Na cóż czekacie? Nie słucham rozkazów króla, lecz nakazów Prawa, które ojcowie nasi otrzymali od Mojżesza.

(31) Ty zaś, sprawco wszystkich nieszczęść Hebrajczyków, nie wymkniesz się z rąk Bożych.

(32) Cierpimy bowiem za nasze grzechy

(33) I jeżeli nasz wiecznie żyjący Pan rozgniewał się na krótko, aby [nas] ukarać i wychować, to znowu pojedna się ze swymi sługami.

(34) Lecz ty, bezbożniku, najniegodziwszy ze wszystkich ludzi, kierowany zwodną nadzieją nie unoś się próżną pychą, ponieważ podnosisz rękę na dzieci Nieba,

(35) Albowiem jeszcze nie uszedłeś przed sądem Wszechmocnego Boga, który wszystko widzi.

(36) Bracia nasi doznawszy chwilowych cierpień otrzymali teraz życie wieczne jako uczestnicy przymierza z Bogiem. A ty na sądzie Bożym poniesiesz słuszną karę za swą pychę.

(37) Ja zaś, podobnie jak i bracia moi za prawa ojców, oddaję ciało oraz duszę, błagając Boga, aby wnet ulitował się nad swym ludem, a ciebie mękami i karami przywiódł do wyznania, że tylko On jest Bogiem.

(38) Niech gniew Wszechmogącego, który sprawiedliwie zaciążył nad całym naszym narodem, zatrzyma się na mnie i na moich braciach.

(39) Wówczas król uniesiony gniewem kazał go męczyć jeszcze okrutniej niż tamtych, gdyż rozdrażniony był tymi szyderstwami.

(40) I tak nieskalany poniósł śmierć całkowicie zaufawszy Panu.

(41) Po synach ostatnia zmarła matka.

(42) Tyle wystarczy o ucztach ofiarnych i strasznych torturach.

 

Rozdział 8 (2 Mch 8)

(1) Juda Machabeusz i jego ludzie obchodzili potajemnie wioski i zwoływali krewnych oraz tych, którzy pozostali wierni swej wierze. Zgromadzili tak około sześciu tysięcy ludzi.

(2) Wzywali przy tym Pana, aby raczył wejrzeć na sponiewierany przez wszystkich lud i zmiłował się nad zbezczeszczoną przez bezbożników Świątynią,

(3) By okazał litość ginącemu miastu, które wkrótce zniknie zrównane z ziemią, i wysłuchał krwi wołającej do Niego,

(4) By wspomniał o bezprawnym mordowaniu niewinnych dzieci i bluźnierstwach miotanych przeciwko Jego Imieniu, oraz by [wreszcie] obrócił swą nienawiść przeciw złu.

(5) Gdy Machabeusz ze [swoim] oddziałem wojska stał się niepokonany dla pogan, [widocznym było], że gniew Pana obrócił się w miłosierdzie.

(6) Niespodziewanie wpadł do miast i wsi paląc je, zajmując dogodne miejsca, licznych nieprzyjaciół zmuszał do ucieczki.

(7) Zwłaszcza noce wykorzystywał na takie wypady. Sława o jego dzielności docierała wszędzie.

(8) Filip widząc, że mąż ten w krótkim czasie nie tylko osiągnął powodzenie, lecz szczęście coraz bardziej sprzyja jego poczynaniom, napisał do Ptolemeusza, zarządcy Celesyrii i Fenicji, wzywając jego pomocy w sprawach króla.

(9) Ten natychmiast wybrał Nikanora, syna Patroklesa, jednego z najprzedniejszych przyjaciół [króla], i wysłał go na czele wojska złożonego z ludzi wszystkich narodowości, liczącego nie mniej niż dwadzieścia tysięcy, aby wytracił cały naród judejski. Przydzielił mu także jego dowódcę Gorgiasza, człowieka doświadczonego w sztuce wojennej.

(10) Nikanor liczył na to, że daninę dwóch tysięcy talentów, należną od króla Rzymianom, pokryje ze sprzedaży jeńców judejskich.

(11) Zaraz też wysłał do miast nadmorskich pismo zachęcające do kupowania niewolników judejskich, przyrzekając oddać dziewięćdziesięciu ludzi za jeden talent. Nie przeczuwał jednak kary, jaka miała spaść na niego z ręki Wszechmocnego.

(12) Skoro Juda dowiedział się o wymarszu Nikanora, powiadomił swoich ludzi o zbliżaniu się wojska.

(13) Wówczas niektórzy zdjęci lękiem, a nie mający wiary w sprawiedliwość Bożą, uciekli i szukali nowego miejsca pobytu.

(14) Inni zaś sprzedali wszystko, co im jeszcze zostało, i prosili Pana o ratunek dla tych, których bezbożny Nikanor sprzedał jeszcze przed walką.

(15) Winien to uczynić, jeżeli nie przez wzgląd na nich – to przynajmniej na Przymierze zawarte z ich ojcami oraz ze względu na Jego pełne chwały i dostojeństwa Imię, wzywane przez nich.

(16) Machabeusz zgromadził swoich ludzi w liczbie sześciu tysięcy i upomniał ich, aby nie lękali się nieprzyjaciół i nie przerazili się mnogości pogan, którzy napadają ich niesprawiedliwie, ale by dzielnie walczyli.

(17) Niech mają przed oczyma zbrodnicze zbezczeszczenie Świętego miejsca oraz pohańbienie wyszydzonego miasta i obalenie ustanowionego przez przodków ustroju.

(18) „Oni – mówił – zaufali broni i swej zuchwałości, my zaś pokładamy ufność w Bogu Wszechmogącym, zdolnym w mgnieniu oka zniszczyć jednym skinieniem nie tylko tych, którzy przeciwko nam ciągną, ale i cały świat”.

(19) Przypomniał im również pomoc udzielaną ojcom oraz jak zginęło sto osiemdziesiąt pięć tysięcy ludzi Sancheriba,

(20) a także bitwę stoczoną w Babilonii z Galatami, kiedy to stanęło do walki ledwo osiem tysięcy Judejczyków wraz z czterema tysiącami Macedończyków, a gdy Macedończycy znaleźli się w trudnym położeniu, owe osiem tysięcy dzięki pomocy udzielonej im z Nieba rozgromiło sto dwadzieścia tysięcy nieprzyjaciół i zdobyło bogate łupy.

(21) W ten sposób dodał im odwagi i sprawił, że gotowi byli umrzeć za prawa i ojczyznę. Wojsko podzielił na cztery oddziały.

(22) Dowódcami poszczególnych oddziałów ustanowił swoich braci: Szymona, Józefa i Jonatana, przydzielając każdemu po tysiąc pięciuset ludzi.

(23) Następnie polecił Eleazarowi odczytać świętą Księgę i podał hasło: „Z Bożą pomocą”. Sam stanął na czele pierwszego oddziału i uderzył na Nikanora,

(24) A że Wszechmocny był im sprzymierzeńcem, zabili ponad dziewięć tysięcy nieprzyjaciół, większą część żołnierzy Nikanora ranili i okaleczyli, wszystkich zaś zmusili do ucieczki.

(25) Zabrali też pieniądze tym, którzy przybyli, aby ich kupić. Ścigali ich dość daleko, lecz potem musieli wracać ze względu na [późną] porę.

(26) Był to bowiem dzień przed szabatem i dlatego nie mogli ich dłużej ścigać.

(27) Kiedy zgromadzili broń wrogów i zabrali im łupy, świętowali szabat, błogosławiąc i wysławiając Pana za to, że aż do tego dnia wspomagał ich i znowu zaczął im okazywać miłosierdzie.

(28) Po sabacie rozdali rannym, wdowom i sierotom należną im część łupów, resztę zaś rozdzielili między siebie i swoje dzieci.

(29) Po dokonaniu tych czynności odprawili wspólne modły błagalne, prosząc Miłosiernego Pana, aby całkowicie pojednał się ze swymi sługami.

(30) Walcząc z wojskami Tymoteusza i Bakchidesa zabili ponad dwadzieścia tysięcy [ludzi] i opanowali wysoko położone twierdze. Ogromne łupy podzielili i jednakowe części przyznali sobie samym, pokrzywdzonym przez wroga, wdowom, sierotom, a nawet starcom.

(31) Zebrali broń [wroga] i złożyli starannie w dogodnych miejscach, resztę łupów zanieśli do Jerozolimy.

(32) Z otoczenia Tymoteusza zabili filarchę, bardzo bezbożnego męża, który Judejczykom wyrządził wiele krzywd.

(33) Gdy obchodzili w ojczyźnie święto zwycięstwa, spalili tych, którzy podpalili święte bramy, oraz Kallistenesa, szukającego schronienia w pewnym domu. Otrzymał więc godną zapłatę za swoją bezbożność.

(34) Po trzykroć gorszy Nikanor, który sprowadził tysiąc handlarzy, aby im sprzedać Judejczyków,

(35) Został upokorzony dzięki pomocy Bożej przez tych, którymi najbardziej pogardzał. Zrzuciwszy wspaniałą szatę uchodził sam przez środek kraju bocznymi drogami niczym zbiegły niewolnik i przybył do Antiochii zgnębiony klęską swego wojska.

(36) Ten, który zobowiązał się daninę należną Rzymianom pokryć z dochodów [uzyskanych ze sprzedaży] jeńców jerozolimskich, musiał przyznać, że Judejczycy mają Obrońcę i dlatego są niezwyciężeni, że są posłuszni Prawom przez Niego ustanowionym.

 

Rozdział 9 (2 Mch 9)

(1) W tym czasie zmuszony został Antioch do haniebnego odwrotu z ziemi perskiej.

(2) Wtargnął bowiem do miasta zwanego Persepolis z zamiarem zajęcia go i splądrowania świątyni. Wzburzone tym tłumy chwyciły za oręż, aby się bronić. Doszło do tego, że Antioch został wyparty przez mieszkańców i zmuszony do sromotnego odwrotu.

(3) Będąc w pobliżu Ekbatany otrzymał wiadomość o losie Nikanora i wojska Tymoteusza.

(4) Uniesiony gniewem poprzysiągł pomścić na Judejczykach zniewagę, jaką wyrządzili mu ci, którzy go zmusili do ucieczki. Dlatego rozkazał woźnicy, by pędził bez wypoczynku, ażeby [jak najszybciej] zakończyć podróż. Tymczasem zawisł już nad nim sąd z Nieba; on jednak pełen pychy odezwał się tak: Skoro tylko stanę w Jerozolimie, uczynię z niej cmentarzysko Judejczyków.

(5) A oto wszystkowidzący Pan, Bóg Izraela, dotknął go nieuleczalną i niewidoczną chorobą. Zaledwie bowiem wymówił te słowa, chwycił go nieznośny ból wnętrzności i straszne boleści wewnętrzne.

(6) Co było zupełnie sprawiedliwe, ponieważ i on ciała innych ludzi poddawał wielu wymyślnym torturom.

(7) Mimo to nie pozbył się swej zuchwałości i wciąż pełen był pychy. Dyszał ogniem wściekłości przeciwko Judejczykom i rozkazał jeszcze bardziej przyśpieszyć jazdę. Wówczas zdarzyło się, że wypadł z pędzącego wozu. Upadek był tak nieszczęśliwy, że [Antioch] doznał obrażeń na całym ciele.

(8) Jeszcze niedawno myślał on w swej nadludzkiej pysze, że może rozkazywać falom morskim, i wyobrażał sobie, że wysokie góry potrafi położyć na szalę wagi, a oto rzucony na ziemię niesiony był w lektyce, co było dla wszystkich wyraźnym znakiem mocy Bożej.

(9) Co więcej – robaki wychodziły z ciała bezbożnika, które jeszcze za jego życia rozkładało się odpadając kawałkami w boleściach i męczarniach, a smród, jaki wydawało, dokuczał całemu wojsku.

(10) Z powodu nieznośnego odoru nikt nie mógł teraz wytrzymać przy tym, który niedawno jeszcze wyobrażał sobie, że dosięgnąć może gwiazd niebieskich.

(11) Teraz – gdy został ciężko doświadczony – zmalała jego pycha i zaczynał pojmować, że bicz kary Bożej nieustannie zwiększa jego cierpienia.

(12) A gdy już sam nie mógł znieść swego cuchnącego ciała, rzekł: Sprawiedliwą jest rzeczą, aby śmiertelny człowiek poddał się Bogu i nie sądził, że jest Mu równy.

(13) Tymi słowami modlił się więc bezbożnik do Wszechwładnego, który nie chciał okazać mu zmiłowania:

(14) Święte Miasto, do którego śpieszyłem, aby je zrównać z ziemią i uczynić cmentarzyskiem, ogłoszę wolnym;

(15) Natomiast Judejczyków, o których sądziłem, że niewarci są nawet grobu, i których wraz z dziećmi rzucić chciałem na pastwę ptaków i dzikich zwierząt, zrównam [w prawach] z Ateńczykami.

(16) Święty Przybytek, który poprzednio splądrowałem, przyozdobię najpiękniejszymi darami i zwrócę w dwójnasób wszystkie święte naczynia. Wydatki zaś związane z ofiarami pokryję z własnych dochodów.

(17) Ponadto sam chcę zostać Judejczykiem i przemierzając wszystkie zamieszkałe krainy głosić Bożą moc.

(18) Cierpienia jednak nie ustępowały bynajmniej, bo przyszedł na niego sprawiedliwy sąd Boży. Straciwszy wszelką nadzieję napisał do Judejczyków niżej przytoczony list w formie prośby; treść jego jest następująca:

(19) „Antioch, król i wódz, przesyła dostojnym obywatelom judejskim liczne pozdrowienia oraz życzenia zdrowia i pomyślności.

(20) Jeżeli zdrowi jesteście wy i wasze dzieci, i jeżeli wszystkie sprawy układają się wam pomyślnie, [dzięki składam za to niebu], w którym nadzieję pokładam.

(21) Mile wspominam okazywaną mi przez was cześć i życzliwość. Wracając z ziemi perskiej zapadłem na ciężką chorobę i uważam za konieczne zatroszczyć się o wspólne bezpieczeństwo wszystkich [poddanych].

(22) Nie poddaję się jeszcze, lecz mam wszelką nadzieję, że przezwyciężę chorobę.

(23) Przypominam sobie jednak, że również mój ojciec, ilekroć się wyprawiał z wojskiem do północnych krain, wyznaczał następcę,

(24) Aby mieszkańcy kraju wiedzieli, komu powierzono sprawy państwa i nie niepokoili się, gdyby zdarzyło się coś niezwykłego lub nadeszła jaka zła wieść.

(25) Biorąc nadto pod uwagę, że zarówno okoliczni władcy, jak i sąsiedzi [naszego] królestwa wyczekują tylko na dogodną sposobność i śledzą dalszy rozwój wydarzeń, mianowałem królem mego syna Antiocha, którego już często przedstawiałem i polecałem bardzo wielu spośród was, kiedy sam udawałem się do północnych satrapii. Napisałem i do niego list, który tu załączam.

(26) Proszę was zatem i zaklinam, abyście pamiętali o dobrodziejstwach, jakie otrzymaliście ode mnie wszyscy razem i każdy z osobna, oraz abyście i nadal zachowali życzliwość, jaką okazujecie teraz mnie i mojemu synowi.

(27) Jestem bowiem przekonany, że z łagodnością i życzliwością będzie postępował według moich zasad i stosunki między wami dobrze się ułożą”.

(28) Tak to ów morderca i bluźnierca cierpiał najgorsze męki, które zadawał innym. Na obcej ziemi, w górach marnie zakończył życie.

(29) Filip, który się z nim wychował od dzieciństwa – aż obawy przed synem Antiocha zbiegł do Egiptu, do Ptolemeusza, syna Filometora – zabrał ze sobą jego ciało.

 

Rozdział 10 (2 Mch 10)

(1) Machabeusz wraz ze swymi ludźmi odzyskał pod wodzą Pana Świątynię i miasto.

(2) Zniszczyli ołtarze wzniesione przez pogan na rynku i [wycięli] święte gaje.

(3) A gdy oczyścili Świątynię, wznieśli inny ołtarz. Wykrzesali iskry z kamienia i wziąwszy ten ogień po dwuletniej przerwie złożyli ofiarę oraz spalili kadzidło. Zapalili też świecznik oraz wyłożyli chleby ofiarnicze.

(4) Gdy to uczynili, padli na ziemię i błagali Pana, aby nie doświadczał ich już takimi nieszczęściami, lecz – jeśliby kiedyś zgrzeszyli – karcił ich tylko łagodnie, a nie wydawał bluźnierczym i pogańskim narodom.

(5) Wypadło nawet tak, że oczyszczenia Świątyni dokonano tego samego dnia, w którym została zbezczeszczona przez pogan, to jest dwudziestego piątego tego samego miesiąca, czyli [w miesiącu] Kasleu.

(6) Podobnie jak Święto Szałasów, przez osiem dni pełni radości obchodzili uroczystości, wspominając jak niedawno jeszcze musieli spędzać Święto Szałasów w górskich jaskiniach niczym dzikie zwierzęta.

(7) Dlatego to nieśli uwieńczone zielenią kije, gałązki i palmy, śpiewając hymny na cześć Tego, który łaskawie zezwolił na oczyszczenie swej Świątyni.

(8) Powzięto wspólną uchwałę i nakazano, aby cały naród judejski święcił ten dzień rokrocznie.

(9) Takie oto były okoliczności śmierci Antiocha zwanego Epifanesem.

(10) Teraz zaś przedstawimy to, co się działo za panowania Antiocha Eupatora, syna [Antiocha] Bezbożnego, i krótko zajmiemy się nieszczęściami spowodowanymi przez wojny.

(11) On to, wstąpiwszy na tron królestwa, mianował zarządcą państwa niejakiego Lizjasza, najwyższego dowódcę Celesyrii i Fenicji.

(12) Ptolemeusz zwany Makronem, który wyróżnił się tym, że ze względu na wyrządzone Judejczykom krzywdy postępował z nimi sprawiedliwie, usiłował załatwić ich sprawy na drodze pokojowej.

(13) Z tego powodu oskarżyli go zaufani przed Eupatorem. Wszyscy nazwali go zdrajcą, ponieważ opuścił Cypr powierzony mu przez – Filometora i przeszedł na stronę Antiocha Epifanesa. Widząc, że nie może już z honorem piastować swego urzędu, zażył truciznę i zakończył życie.

(14) Gorgiasz zaś, mianowany zarządcą tych okolic, utrzymywał najemnych żołnierzy i wszędzie, gdzie tylko mógł, walczył z Judejczykami.

(15) Wraz z nim nękali Judejczyków Idumejczycy. Posiadali oni dogodnie położone warownie, dawali schronienie uciekinierom z Jerozolimy i usiłowali w dalszym ciągu podtrzymywać wojnę.

(16) Żołnierze Machabeusza odprawili modły błagając Pana, aby był ich sprzymierzeńcem, i ruszyli na twierdze Idumejczyków.

(17) Natarli na nie mężnie i opanowali te miejsca. Wyparli wszystkich walczących na murach. Mordowali każdego, ktokolwiek wpadł w ich ręce; zabili w [ten sposób] co najmniej dwadzieścia tysięcy [ludzi].

(18) Około dziewięciu tysięcy ludzi schroniło się do dwóch potężnych wież, zaopatrzonych we wszystko, co było niezbędne do przetrzymania oblężenia.

(19) Machabeusz pozostawił Szymona, Józefa, a także i Zacheusza, wraz z wystarczającą do prowadzenia oblężenia liczbą żołnierzy, sam zaś wyruszył do miejsc, gdzie był potrzebny.

(20) Jednakże chciwi na pieniądze ludzie Szymona dali się przekupić srebrem przez niektórych ludzi z załogi zamków. Za cenę siedemdziesięciu tysięcy drachm pozwolili zbiec pewnej liczbie [ludzi].

(21) Skoro doniesiono Machabeuszowi o tym, co się zdarzyło, zwołał przywódców ludu i wniósł oskarżenie, że zaprzedano braci za pieniądze pozwalając ujść ich wrogom.

(22) Ludzi winnych zdrady kazał stracić i zaraz potem zdobył obie wieże.

(23) Ponieważ wiodło mu się we wszystkich zbrojnych poczynaniach, zabił w obu fortecach ponad dwadzieścia tysięcy ludzi.

(24) Tymoteusz, którego poprzednio Judejczycy pokonali, zebrał ogromną liczbę żołnierzy najemnych oraz niemałą ilość jazdy azjatyckiej, po czym zjawił się w Judei z zamiarem opanowania jej przemocą.

(25) Gdy już się zbliżał, ludzie Machabeusza posypali głowy popiołem i opasali biodra worami, wznosząc błagania do Boga.

(26) Padłszy u stóp ołtarza prosili [Boga], aby był łaskawy dla nich, a dla wrogów ich był wrogiem i przeciwnikiem dla ich przeciwników, jak to wyraźnie występuje w Zakonie.

(27) Ukończywszy modły chwycili za broń i dość znacznie oddalili się od miasta. Zatrzymali się dopiero w pobliżu nieprzyjaciela.

(28) Ze wschodem słońca obie strony natarły na siebie. Dla jednych rękojmią szczęśliwego zwycięstwa była obok męstwa ufność w pomoc Pana, drugich zaś wiodła do boju wściekłość [ku wrogom].

(29) Gdy walka rozgorzała na dobre z nieba ukazało się wrogom pięciu wspaniałych jeźdźców na rumakach ze złotymi uzdami, którzy stanęli na czele Judejczyków.

(30) Wzięli Machabeusza w środek i osłaniali go własną bronią strzegąc w ten sposób przed zranieniem, na wrogów zaś rzucali strzały i ogniste pociski, a ci oślepieni i przerażeni rozpierzchli się.

(31) Zabito wówczas dwadzieścia tysięcy pięciuset [pieszych] i sześciuset jeźdźców.

(32) Sam Tymoteusz uciekł do silnie umocnionej twierdzy zwanej Gazara, którą dowodził Chajreasz.

(33) Ludzie Machabeusza ochotnie oblegali twierdzę przez cztery dni.

(34) Oblężeni ufni w warowność miejsca straszliwie bluźnili i wykrzykiwali bezbożne słowa.

(35) Z nastaniem piątego dnia dwudziestu młodych żołnierzy Machabeusza rozpalonych gniewem z powodu tych bluźnierstw mężnie rzuciło się na mury, zabijając wszystkich napotkanych ze zwierzęcą wściekłością.

(36) Inni zaatakowali załogę z drugiej strony. Podpalili wieże, a podłożywszy ogień pod stosy, żywcem spalili bluźnierców. Jeszcze inni wyłamali bramy i wpuściwszy pozostałą część wojska zdobyli miasto.

(37) Tymoteusza, który ukrył się w jednej ze studni, zabili wraz z bratem Chajreaszem i Apollofanesem.

(38) Gdy tego wszystkiego dokonali, sławili w hymnach i pieśniach dziękczynnych Pana, który wyświadczył Izraelowi tak wielkie dobrodziejstwa i dał im zwycięstwo.

 

Rozdział 11 (2 Mch 11)

(1) Wkrótce potem Lizjasz, opiekun i krewny króla oraz namiestnik państwa, głęboko poruszony tymi wydarzeniami

(2) Zebrał około osiemdziesięciu tysięcy [piechoty] oraz całą jazdę, po czym wyruszył przeciwko Judejczykom. Zamierzał miasto [Jerozolimę] uczynić osadą Greków,

(3) Na Świątynię – podobnie jak i na inne przybytki pogańskie – nałożyć podatki, a godność arcykapłańską sprzedawać corocznie.

(4) Nie liczył się przy tym zupełnie z mocą Bożą, ufny w dziesiątki tysięcy pieszych, tysiące jeźdźców i osiemdziesiąt słoni.

(5) Wkroczył do Judei i zbliżywszy się do Betsur, twierdzy oddalonej od Jerozolimy o pięć schojnów, silnie na nią natarł.

(6) Skoro ludzie Machabeusza dowiedzieli się, że oblega [Lizjasz] twierdzę, lamentując i płacząc błagali wraz z całym ludem Pana, aby zesłał dobrego anioła dla ratowania Izraela.

(7) Sam zaś Machabeusz pierwszy chwycił za broń i zachęcał innych, aby wraz z nim stawili czoła niebezpieczeństwom i pośpieszyli na pomoc swoim braciom. Wyruszyli więc razem pełni zapału.

(8) Gdy jeszcze byli w pobliżu Jerozolimy, ukazał się jeździec w białej szacie. Jechał na ich czele, potrząsając złotą bronią.

(9) Wówczas wszyscy wspólnie sławili miłosiernego Boga i umocnieni na duchu gotowi byli przebić się nie tylko przez ludzi, lecz nawet przez najdziksze zwierzęta i żelazne mury.

(10) Ciągnęli dalej w szyku bojowym mając sprzymierzeńca z Nieba, gdyż Pan ulitował się nad nimi.

(11) Jak lwy uderzyli na nieprzyjaciół i jedenaście tysięcy spośród nich położyli trupem, a do tego tysiąc sześciuset jeźdźców, wszystkich zaś zmusili do odwrotu.

(12) Większość z nich odniosła rany i ratowała się ucieczką, porzuciwszy broń. Również sam Lizjasz szukał ocalenia w haniebnej ucieczce.

(13) Nie był on jednak pozbawiony rozumu i rozważając poniesioną klęskę zrozumiał, że Hebrajczycy dlatego są niezwyciężeni, ponieważ walczy po ich stronie potężny Bóg.

(14) Wyprawił więc do nich poselstwo i próbował uzyskać pokój na sprawiedliwych warunkach. Przyrzekł też wpłynąć na króla, aby został ich [Judejczyków] przyjacielem.

(15) Machabeusz, mając na względzie pożytek [narodu], zgodził się na wszystkie propozycje Lizjasza. Król przystał na wszystko, co Machabeusz w sprawie Judejczyków przedstawił Lizjaszowi na piśmie.

(16) List napisany przez Lizjasza do Judejczyków był następującej treści: „Lizjasz pozdrawia naród judejski.

(17) Posłowie wasi, Jan i Absalom, doręczyli przygotowane [przez was] pismo i prosili o odpowiedź w sprawie zawartych w nim propozycji.

(18) Przedstawiłem królowi to wszystko, o czym powinien był wiedzieć, on zaś przystał na wszystko, co było do przyjęcia.

(19) Jeżeli więc w dalszym ciągu zachowacie dobrą wolę wobec władz, to wówczas ja będę się starał, by się wam dobrze działo.

(20) Co do szczegółów poleciłem waszym i moim [posłom], aby z wami przeprowadzili rozmowy.

(21) Pozostańcie w zdrowiu. [Pisane] w roku sto czterdziestym ósmym, dwudziestego czwartego dnia miesiąca Zeusa Korynckiego”.

(22) List króla brzmiał następująco: „Król Antioch pozdrawia brata Lizjasza.

(23) Ojciec nasz odszedł do bogów. My zaś pragniemy, aby poddani królestwa mogli żyć w spokoju i oddawać się własnym sprawom.

(24) Słyszeliśmy, że Judejczycy nie zgadzają się na wprowadzone przez ojca zwyczaje greckie, ale pragną dalej żyć według swoich własnych obyczajów, a nawet domagają się, aby wolno im było zachować własne prawa.

(25) Pragnąc, aby i ten naród wolny był od niepokojów, postanawiamy, że Świątynia ma im być oddana i że mogą się rządzić według zwyczajów swych przodków.

(26) Dobrze więc uczynisz, jeżeli wyślesz do nich [posłów] i podasz prawicę do zgody, aby poznawszy nasze zamiary, byli dobrej myśli i chętnie oddawali się własnym sprawom”.

(27) List zaś króla do ludu był taki: „Król Antioch pozdrawia radę judejską i pozostałych Judejczyków.

(28) Jeśli cieszycie się zdrowiem, dzieje się tak, jak tego pragniemy. Również i my mamy się dobrze.

(29) Menelaos oznajmił nam, że chcecie powrócić do siebie i zająć się własnymi sprawami.

(30) Tym, którzy powrócą do dnia trzydziestego miesiąca Ksantyka, podajemy prawicę dla zapewnienia,

(31) Że Judejczycy będą mogli – jak niegdyś – zachowywać swoje przepisy co do pokarmów oraz korzystać z własnych praw, i nikt spośród nich w żaden sposób nie będzie niepokojony z powodu nieświadomych [przewinień].

(32) Jednocześnie wysyłam Menelaosa, aby was podtrzymywał na duchu.

(33) Miejcie się dobrze. [Pisano] w roku sto czterdziestym ósmym, dnia piętnastego [miesiąca] Ksantyka”.

(34) Także Rzymianie wysłali do nich list następującej treści: „Ouintus Memmius i Titus Manius, posłowie rzymscy, pozdrawiają naród judejski.

(35) I my również wyrażamy zgodę na wszystkie ustępstwa przyznane wam przez Lizjasza, krewnego króla.

(36) Co do spraw, które jego zdaniem miały być przedłożone królowi, naradźcie się i przyślijcie kogoś niezwłocznie, abyśmy rozważyli, co można by dla was uczynić. My bowiem zdążamy do Antiochii,

(37) Dlatego pośpieszcie się i wyślijcie ludzi, abyśmy także poznali, jakie są wasze życzenia. (38) Bądźcie zdrowi. [Pisano] w roku sto czterdziestym ósmym, piętnastego dnia miesiąca Ksantyka”.

 

Rozdział 12 (2 Mch 12)

(1) Po zawarciu tych układów Lizjasz powrócił do króla, Judejczycy  zaś zajęli się pracą na roli.

(2) Jednak niektórzy spośród tamtejszych dowódców, jak Tymoteusz, Apoloniusz, syn Gennaiosa, a także Hieronim i Demofon, a ponadto Nikanor, dowódca Cypryjczyków, nie pozwalali Judejczykom żyć w pokoju ani zażywać odpoczynku.

(3) Mieszkańcy Joppy dopuścili się następującego bezbożnego czynu: Zaprosili mieszkających wśród nich Judejczyków, aby wraz z żonami i dziećmi weszli do przygotowanych przez nich uprzednio łodzi; wydawało się, że nie mają względem nich złych zamiarów,

(4) [jako że działali] na podstawie wspólnej uchwały miasta. [Judejczycy], mając pokojowe zamiary i nie podejrzewając nic złego, przyjęli zaproszenie. A gdy już byli na pełnym morzu, potopiono ich – a było ich co najmniej dwustu ludzi.

(5) Juda, dowiedziawszy się o zbrodni dokonanej na rodakach, zwołał swoich ludzi

(6) I wezwał na świadka Boga, jako sprawiedliwego sędziego, po czym wyruszył przeciwko mordercom swych braci. Nocą podpalił port i spalił łodzie, tych zaś, którzy się tam schronili, wyciął w pień.

(7) Ponieważ twierdza była zamknięta, oddalił się, mając zamiar powrócić i zniszczyć całą Joppę.

(8) Gdy się dowiedział, że mieszkańcy Jamnii zamierzają w podobny sposób postąpić z mieszkającymi pośród nich Judejczykami,

(9) Uderzył i na nich pod osłoną nocy paląc port i flotę, tak że blask pożaru widać było aż w Jerozolimie, czyli na odległość dwustu czterdziestu stadiów.

(10) Gdy wyruszając przeciwko Tymoteuszowi oddalili się stamtąd o dziewięć stadiów, napadli na nich Arabowie w sile nie mniejszej jak pięć tysięcy [pieszych] i pięciuset jeźdźców.

(11) Doszło do zaciętej walki, w której ludzie Judy z pomocą Bożą zwyciężyli. Pokonani koczownicy prosili Judę o zawarcie pokoju. Obiecali dostarczyć im bydła i pomagać we wszystkich innych sprawach.

(12) Juda – rozumiejąc, że istotnie mogą być pożyteczni w wielu sprawach – zgodził się zawrzeć z nimi pokój. Podali sobie prawice i powrócili do [swych] namiotów.

(13) Uderzył [Juda] również na pewne miasto zwane Kaspin, umocnione wałami i otoczone murami, a zamieszkałe przez ludzi różnych narodowości.

(14) Oblężeni, licząc na wytrzymałość warownych murów i duże zapasy żywności, szydzili zuchwale z żołnierzy Judy, znieważali ich, a także bluźnili wykrzykując nieprzystojne wyrazy.

(15) Wówczas ludzie Judy wezwali wielkiego Władcę świata, który za czasów Jozuego bez taranów i machin zburzył Jerycho, po czym jak dzikie zwierzęta rzucili się na mury.

(16) Z woli Boga zdobyli miasto i dokonali straszliwej rzezi, tak że znajdujące się obok jezioro, szerokie na dwa stadia, zdawało się pełne spływającej krwi.

(17) Stamtąd odeszli na siedemset pięćdziesiąt stadiów i zwrócili się w kierunku Charaka, do Judejczyków zwanych Tubianami.

(18) Tymoteusza w tych okolicach nie spotkali, albowiem oddalił się stamtąd niczego nie dokonawszy; pozostawił tylko w pewnym miejscu bardzo silną załogę.

(19) Dozyteusz i Sozypater, dowódcy Machabeusza, ruszyli i wymordowali załogę pozostawioną przez Tymoteusza w twierdzy, a liczyła ona przeszło dziesięć tysięcy ludzi.

(20) Machabeusz podzielił swoje wojsko na oddziały i wyznaczył im dowódców, po czym wyruszył przeciwko Tymoteuszowi, który miał z sobą dwadzieścia tysięcy piechoty i dwa tysiące pięćset jazdy.

(21) Tymoteusz, dowiedziawszy się, że Juda nadciąga, odesłał kobiety, dzieci i pozostałą część taboru do miejscowości zwanej Karnion. Było to bowiem trudne do zdobycia i niedostępne miejsce, gdyż [prowadziły do niego] zewsząd jedynie wąskie przejścia.

(22) Skoro ukazał się pierwszy oddział Judy, przerażenie i lęk padły na nieprzyjaciół; objawił się bowiem Ten, który wszystko widzi. Rzucili się do ucieczki, każdy w inną stronę, tak że często ranili się wzajemnie i przebijali ostrzami swych własnych mieczy.

(23) Juda zaś ścigał ich zaciekle; starł bezbożnych zabijając blisko trzydzieści tysięcy ludzi.

(24) Sam Tymoteusz wpadł w ręce żołnierzy Dozyteusza i Sozypatra. Nader przebiegle prosił, aby darowali mu życie, ponieważ w jego mocy znajdują się rodzice bądź też bracia wielu [spośród nich], których czekałaby zguba.

(25) Gdy wieloma uroczystymi zapewnieniami zobowiązał się, że odeśle ich nie wyrządzając krzywdy, puścili go wolno, aby ratować braci.

(26) Pociągnąwszy przeciwko Karnion i świątyni Atargatis Juda zabił dwadzieścia pięć tysięcy ludzi.

(27) Po ich pokonaniu i wyniszczeniu ruszył na Efron, siedzibę Lizjasza – miasto obwarowane, pełne różnych narodowości. Przed murami stali silni, młodzi wojownicy i dzielnie się bronili, w mieście zaś było pod dostatkiem machin bojowych i wyrzutni pocisków.

(28) [Judejczycy] jednak wezwawszy Władcę, który wielką mocą kruszy potęgę nieprzyjaciela, zdobyli miasto i zabili około dwudziestu pięciu tysięcy spośród mieszkańców.

(29) Oddaliwszy się stamtąd wyruszyli przeciwko Scytopolis, które oddalone jest od Jerozolimy o sześćset stadiów.

(30) Jednakże mieszkający tam Judejczycy zapewniali o życzliwości, z jaką odnosili się do nich mieszkańcy Scytopolis, oraz o przyjaźni okazywanej im w ciężkich czasach.

(31) Złożyli im podziękowanie i prosili, aby również w przyszłości zachowali życzliwość dla narodu [judejskiego]. Do Jerozolimy powrócili na krótko przed Świętem Tygodni.

(32) Po święcie zwanym Pięćdziesiątnicą wyruszyli przeciwko Gorgiaszowi, dowódcy Idumei.

(33) Wystąpił on z trzema tysiącami piechoty i czterystu jeźdźcami.

(34) W walce, która się wywiązała, padło niewielu Judejczyków.

(35) Niejaki Dozyteusz, jeden z jeźdźców Bakenora, człowiek niezwykle silny, pochwycił Gorgiasza i trzymając za płaszcz ciągnął go silnie, chcąc żywcem ująć zbrodniarza, wtedy jeden z jeźdźców trackich rzucił się na niego i odciął mu ramię. I tak uszedł Gorgiasz do Marisy.

(36) Jednakże oddział Ezdrina walczył zbyt długo i był wyczerpany. Wówczas Juda wzywał Pana, aby był im sprzymierzeńcem i przewodnikiem w bitwie.

(37) Po czym wśród [śpiewu] hymnów w języku ojców rzucił okrzyk bojowy i niespodziewanie uderzył na ludzi Gorgiasza, zmuszając ich do ucieczki.

(38) Następnie zgromadził Juda wojsko i przybył do miasta Odollam. Ponieważ nastał właśnie siódmy dzień [tygodnia], wedle zwyczaju oczyścili się i święcili tam szabat.

(39) Następnego dnia poszli ludzie Judy, aby zebrać ciała poległych i pochować je obok ich rodzin w grobach przodków, albowiem był już najwyższy czas po temu.

(40) Pod szatami wszystkich zmarłych znaleźli pochodzące z Jamnii przedmioty poświęcone bóstwom, czego zabrania Judejczykom Prawo. Dla wszystkich było rzeczą oczywistą, że to przewinienie stało się przyczyną ich śmierci.

(41) Wszyscy więc chwalili Pana, sprawiedliwego sędziego, który ujawnia rzeczy ukryte.

(42) Potem zaczęli się modlić i prosili, aby nie pamiętał już o popełnionym grzechu. Szlachetny Juda napomniał lud, by wystrzegali się grzechu, mając przed oczyma to, co nastąpiło z powodu grzechu poległych.

(43) Zarządził składkę wśród żołnierzy i posłał do Jerozolimy dwa tysiące srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. Postąpił szlachetnie i godnie – z myślą o zmartwychwstaniu [poległych].

(44) Gdyby bowiem nie oczekiwał zmartwychwstania poległych, modlitwa za zmarłych byłaby rzeczą zbyteczną i niewłaściwą.

(45) Jeżeli jednak wierzył, że tym, którzy pobożnie zasnęli, przeznaczona jest przepiękna nagroda, (46) była to myśl święta i pobożna. Dlatego też zatroszczył się o przebłagalną ofiarę za zmarłych, aby byli od grzechów uwolnieni.

 

Rozdział 13 (2 Mch 13)

(1) W roku sto czterdziestym dziewiątym doszło do żołnierzy Judy, że Antioch Eupator ciągnie przeciw Judei z wielkim wojskiem,

(2) A wraz z nim Lizjasz, jego opiekun i zarządca państwa. Każdy z nich miał po sto dziesięć tysięcy greckiej piechoty, pięć tysięcy trzysta jazdy, dwadzieścia dwa słonie i trzysta wozów zaopatrzonych w sierpy.

(3) Przyłączył się do nich również Menelaos i bardzo podstępnie podburzał Antiocha, mając na względzie nie dobro ojczyzny, lecz nadzieję powrotu do władzy.

(4) Król królów sprawił jednak, że Antioch zapłonął gniewem przeciwko złoczyńcy i skoro Lizjasz wskazał na [Menelaosa] jako na sprawcę wszystkich nieszczęść, rozkazał, aby zaprowadzono go do Beroi i stracono – zgodnie z miejscowym zwyczajem.

(5) Znajduje się tam wieża, wysoka na pięćdziesiąt łokci, pełna popiołu, a w niej urządzenie, które obracając się zrzuca wszystko na dół do popiołu.

(6) Stamtąd to strącano na zagładę świętokradców i sprawców niektórych innych ciężkich zbrodni.

(7) W ten sposób przyszło umrzeć występnemu [Menelaosowi] bez grobu w ziemi.

(8) I bardzo sprawiedliwie: popełnił bowiem wiele zbrodni przeciw ołtarzowi, którego ogień i popiół są święte, znalazł więc śmierć w popiele.

(9) Król pełen barbarzyńskich zamiarów wyruszył, aby gnębić Judejczyków jeszcze bardziej niż to czynił jego ojciec.

(10) Na wieść o tym nakazał Juda ludowi, by dniem i nocą wzywali Pana, aby i teraz – jak to niegdyś czynił – przybył na pomoc tym, którym grozi pozbawienie Prawa, ojczyzny i świętego Przybytku,

(11) A także by nie pozwolił niegodziwym poganom znowu narzucić niewoli ludowi, który dopiero co swobodnie odetchnął.

(12) Gdy wszyscy to uczynili i trzy dni bez przerwy błagali miłosiernego Pana na kolanach płacząc i poszcząc, Juda wezwał ich, aby trwali w gotowości.

(13) Po odbyciu narady ze starszymi postanowił wyruszyć i z pomocą Bożą stoczyć rozstrzygającą bitwę, zanim wojsko królewskie wtargnie do Judei i opanuje miasto.

(14) Oddawszy się w opiekę Stwórcy świata zachęcił swoich ludzi, aby aż do śmierci dzielnie walczyli za Zakon, Świątynię, miasto, ojczyznę i obyczaj. Rozbił obóz pod Modin.

(15) Żołnierzom rzucił hasło: „Bóg zwycięży” i z wybranymi, najdzielniejszymi młodzieńcami uderzył w nocy na namiot króla i zabił w obozie około dwóch tysięcy ludzi oraz najlepszego słonia wraz z załogą.

(16) Gdy wreszcie napełnili obóz grozą i trwogą, wycofali się zwycięsko.

(17) Ponieważ dniało już [było rzeczą oczywistą], że stało się to dzięki szczególnej opatrzności Pana.

(18) Doświadczywszy tak odwagi Judejczyków, starał się król podstępnie opanować [niektóre] miejscowości.

(19) Zbliżył się do Betsur, silnej twierdzy judejskiej, i został odrzucony; ponowił atak i znów poniósł porażkę.

(20) Juda wysłał załodze wszystkie potrzebne rzeczy.

(21) Niejaki Rodokos z judejskiego wojska zdradził wrogom tajemnice, został jednak wyśledzony, ujęty i zamknięty w więzieniu.

(22) Po raz drugi układał się król z mieszkańcami Betsur, wyciągnął prawicę [do pokoju], otrzymał [ją], oddalił się. Napadł na żołnierzy Judy i został pobity.

(23) Dowiedział się, że zbuntował się Filip, którego zostawił w Antiochii jako zarządcę. Zaniepokojony tym zwrócił się do Judejczyków, zgodził się na ustępstwa i przysiągł [spełnić] ich słuszne żądania. Pojednawszy się z nimi złożył ofiarę, uczcił Świątynię i okazał miastu życzliwość.

(24) Przyjął [życzliwie] też Machabeusza, Hegemonidesa uczynił dowódcą [ziem leżących] między Ptolemaidą a krajem Gerreńczyków.

(25) Udał się do Ptolemaidy. Wśród jej mieszkańców wszakże panowało niezadowolenie z powodu tych układów; oburzeni domagali się unieważnienia postanowień.

(26) Wówczas wstąpił na mównicę Lizjasz, bronił ich, jak umiał najlepiej, przekonywał, uspokajał, dobrą myślą napełniał, po czym powrócił do Antiochii. Taki był przebieg natarcia i odwrotu króla.

 

Rozdział 14 (2 Mch 14)

(1) Trzy lata później ludzie z otoczenia Judy dowiedzieli się, że Demetriusz, syn Seleukosa, wpłynął do portu Trypolis z potężnym wojskiem i flotą,

(2) opanował kraj i zgładził Antiocha wraz z jego opiekunem, Lizjaszem.

(3) Niejaki Alkimos, były arcykapłan, który dobrowolnie okrył się hańbą w czasie zamieszek [religijnych], widząc, że nie ma dla niego żadnego sposobu ocalenia ani dostępu do świętego ołtarza,

(4) udał się w roku sto pięćdziesiątym pierwszym do króla Demetriusza i ofiarował mu złotą koroną wraz z palmą, a ponadto wiązkę gałązek oliwnych, jakie według zwyczaju składano w Świątyni. Tego dnia zachowywał się jeszcze spokojnie.

(5) Znalazł jednak stosowną chwilę, by ukazać swą nikczemność, gdy został wezwany przez Demetriusza na zebranie rady. Zapytany o nastroje i zamiary Judejczyków odpowiedział:

(6) Ci spośród Judejczyków, których zwą asydejczykami, a na czele których stoi Juda Machabeusz, podburzają do wojny i wzniecają zamieszki, nie dopuszczając, aby królestwo odetchnęło spokojem.

(7) Dlatego pozbawiony swej dziedzicznej godności – mówię o godności arcykapłańskiej – przybyłem tutaj

(8) Przede wszystkim w szczerej trosce o sprawy króla, jak też ze względu na moich rodaków. Niemało bowiem krzywd cierpieć musi cały nasz naród na skutek nierozwagi tych, o których mówiłem.

(9) Skoro więc, o królu, rozważysz te wszystkie sprawy, ujmij się za naszym krajem i naszym uciśnionym narodem wedle twej łaskawej i ludzkiej dobroci, którą okazujesz wszystkim.

(10) Jak długo bowiem żyje Juda, nie da się w państwie zachować pokoju.

(11) Skoro to powiedział, inni przyjaciele [króla], nienawidzący Judy, zaczęli natychmiast podburzać Demetriusza.

(12) Zaraz więc wybrał Nikanora, dowódcę słoni, i mianowawszy go wodzem Judei wysłał

(13) Z poleceniem zgładzenia Judy i rozproszenia jego żołnierzy oraz wprowadzenia Alkimosa jako arcykapłana największej Świątyni.

(14) Wówczas poganie z Judei, którzy niegdyś uszli przed Judą, gromadzili się tłumnie wokół Nikanora, sądząc, że nieszczęścia i klęski Judejczyków im samym przyniosą korzyści.

(15) Skoro [Judejczycy] usłyszeli o zbliżaniu się Nikanora i połączeniu się z nim ludów pogańskich, posypali się ziemią i błagali Tego, który na wieki lud swój ustanowił i zawsze jawnie opiekował się swoim dziedzictwem.

(16) Na rozkaz wodza natychmiast wyruszono z miejsca postoju i spotkano się z nieprzyjacielem pod wsią Dessau.

(17) Szymon, brat Judy, starł się z Nikanorem, lecz [zaniepokojony] nagłym zjawieniem się przeciwnika, z wolna się wycofał.

(18) Jednakże Nikanor – słysząc o męstwie żołnierzy Judy oraz ich gotowości do walki za ojczyznę – uważał, że nie należy rozstrzygać sprawy rozlewem krwi.

(19) Dlatego posłał Posidoniosa, Teodotona i Mattatiasza, aby zaproponowali i zawarli pokój.

(20) Po dokładnym rozważeniu tych spraw wódz przedstawił je wojsku. Gdy okazało się, że panuje zupełna jednomyślność, zgromadzono się na zawarcie układu.

(21) Wyznaczono przeto dzień, w którym [wodzowie] mieli osobiście się spotkać w tej sprawie. Z każdej strony nadjechał wóz bojowy, ustawiono krzesła.

(22) Juda jednak rozmieścił w dogodnych miejscach zbrojnych w obawie przed podstępnym natarciem wroga. Rozmowy miały spokojny przebieg.

(23) Nikanor bawił w Jerozolimie i nie uczynił nic niewłaściwego. Rozpuścił także zgromadzone tłumy [pogan].

(24) Judę miał wciąż przy sobie i był mu szczerze przychylny.

(25) Nakłaniał go, aby pojął żonę i zrodził dzieci. I ożenił się, żył w spokoju i zażywał radości życia.

(26) Alkimos zaś widząc ich wzajemne porozumienie, zabrał [odpis] zawartych układów i udał się z tym do Demetriusza, oskarżając Nikanora, że zdradza państwo, ponieważ Judę, wroga królestwa, mianował jego następcą.

(27) Król, rozgniewany i podburzony oszczerstwami tego niegodziwca, w liście do Nikanora wyraził swoje wielkie niezadowolenie z układów i rozkazał, aby bezzwłocznie sprowadzono do Antiochii skrępowanego Machabeusza.

(28) Nadejście tej wiadomości bardzo poruszyło Nikanora, ciężko mu bowiem było unieważnić zatwierdzone postanowienia, skoro człowiek [Juda] nie uczynił nic złego.

(29) Ponieważ jednak nie mógł sprzeciwić się królowi, czekał na dogodną sposobność, aby za pomocą podstępu wypełnić rozkaz.

(30) Machabeusz ze swej strony zauważył, że Nikanor w stosunku do niego stał się bardziej oschły i że w czasie zwykłych spotkań traktował go z mniejszą życzliwością. Doszedł do wniosku, że ta oschłość nie wróży nic dobrego. Zebrał więc wielu swoich ludzi i ukrył się przed Nikanorem.

(31) Ten, skoro zauważył, że tak odważnie został przez Judę wyprowadzony w pole, udał się do największej i najświętszej Świątyni w czasie, gdy kapłani składali przepisane ofiary, i zażądał, aby wydano mu Judę.

(32) Chociaż zapewniali przysięgami, że nie znają miejsca pobytu poszukiwanego [męża],

(33) Wyciągnąwszy ku Świątyni prawicę poprzysiągł, że jeżeli nie wydadzą mu skutego Judy, zrówna z ziemią Przybytek Boży i zburzy ołtarz, a na miejscu tym wzniesie wspaniałą świątynię Dionizosowi.

(34) Wyrzekłszy te słowa odszedł. Kapłani zaś wznieśli ręce ku niebu i tymi słowy wzywali Tego, który zawsze walczył w obronie swego ludu:

(35) Ty, Panie wszystkich rzeczy, który niczego nie potrzebujesz, chciałeś, aby Świątynia, w której przebywasz, stanęła pośród nas.

(36) Teraz więc Święty Panie, któryś jest źródłem wszelkiej świętości, zachowaj na wieki od wszelkiego zbezczeszczenia Dom ten, tak niedawno oczyszczony.

(37) Nikanorowi wskazano na niejakiego Razisa, jednego ze starszyzny jerozolimskiej. Był to człowiek miłujący rodaków, cieszący się wielkim poważaniem i ze względu na swą życzliwość zwany ojcem Judejczyków.

(38) On to bowiem dawniej, w czasie wewnętrznych zamieszek [religijnych], był obrońcą judaizmu, narażając dla tego judaizmu z całą gorliwością zarówno ciało, jak i duszę.

(39) Nikanor pragnąc dać jawny wyraz swej wrogości do Judejczyków, wysłał ponad pięciuset żołnierzy, aby go uwięzili.

(40) Sądził bowiem, że ujęcie go będzie dla nich ciężkim ciosem.

(41) Wysłany oddział zdobywał już wieżę i wyważał drzwi od dziedzińca, już wydano rozkaz, by podłożyć ogień i podpalić bramę, gdy Razis otoczony ze wszystkich stron przebił mieczem samego siebie.

(42) Wolał bowiem raczej umrzeć z honorem, niż wpaść w ręce złoczyńców i narazić się na zniewagi niegodne jego szlachetnego rodu.

(43) Cios nie był jednak śmiertelny wskutek pośpiechu, gdy więc żołnierze wdzierali się już przez bramy, pobiegł odważnie na szczyt muru i nieustraszenie rzucił się z góry na tłum [żołnierzy].

(44) Rozstąpili się szybko pozostawiając wolną przestrzeń, na środek której upadł.

(45) Ponieważ jeszcze żył, powstał pełen gniewu brocząc krwią z bolesnych ran i przebiegłszy pomiędzy żołnierzami stanął na jakiejś stromej skale.

(46) Całkowicie wykrwawiony wyrwał z siebie wnętrzności, chwycił je obydwoma rękami i rzucił na żołnierzy. Westchnął przy tym do Władcy życia i duszy, aby mu je znowu przywrócił. I tak zakończył życie.

 

Rozdział 15 (2 Mch 15)

(1) Gdy Nikanor dowiedział się, że żołnierze Judy przebywają w okolicach Samarii, postanowił natrzeć na nich w dniu odpoczynku, nie narażając się na niebezpieczeństwo.

(2) Judejczycy zmuszeni mu towarzyszyć mówili: Nie gub ich w tak okrutny i barbarzyński sposób. Miej w poszanowaniu dzień wybrany i uczczony świętością przez Tego, który widzi wszystko.

(3) Ów zaś po trzykroć złoczyńca zapytał: Czy jest w niebie Pan, który nakazał święcić dzień szabatu? (4) Odpowiedzieli stanowczo: Sam Pan żywy, władca nieba, nakazał święcić siódmy dzień.

(5) Odparł im: A ja również jestem władcą na ziemi i rozkazuję chwycić za broń oraz wypełnić rozkaz króla. Mimo to nie udało mu się dopełnić zbrodniczego zamierzenia.

(6) Nikanor pełen zuchwałych nadziei zamierzał wystawić pomnik jako znak zwycięstwa nad wojskami Judy.

(7) Machabeusz natomiast z niezachwianą ufnością wierzył, że Pan ześle mu pomoc.

(8) Dodawał odwagi swoim żołnierzom, aby nie przerazili się ataku pogan, lecz by pamiętali o pomocy, jaką już nieraz przedtem otrzymywali z nieba. I teraz powinni ufać w zwycięstwo, które ześle im Wszechwładny.

(9) Zagrzewał ich przykładami z Prawa i Proroków, a także przypomniał stoczone już walki. Tak utwierdzał ich w męstwie.

(10) Budząc ich zapał wskazywał równocześnie na niestałość pogan, na łamanie [przez nich] przysiąg.

(11) Każdego z nich uzbroił nie tyle w poczucie bezpieczeństwa, jakie dają tarcze i włócznie, ale raczej w pewność płynącą z dobrych słów. Nadto rozradował wszystkich opowiadając o wiarygodnym widzeniu sennym.

(12) A widział, co następuje: Oto Oniasz, były arcykapłan, człowiek szlachetny i dobry, skromny w obejściu, łagodnych obyczajów, pełen godności w mowie oraz od wczesnej młodości ćwiczący się we wszelkich cnotach – ze wzniesionymi rękami modlił się za cały lud judejski.

(13) Następnie ukazał się [Judzie] w ten sam sposób siwy, wspaniałej postawy mąż, od którego biło przedziwne i wspaniałe dostojeństwo.

(14) Oniasz zabrał głos mówiąc: Oto serdeczny przyjaciel, Jeremiasz, prorok Boży, który usilnie modli się za lud i za Święte Miasto.

(15) Wówczas Jeremiasz wyciągnął prawicę i podał Judzie złoty miecz. Podając mu go przemówił:

(16) Weź ten święty miecz jako dar od Boga, którym zniszczysz wrogów.

(17) Pokrzepieni tak pięknymi słowami Judy, które mogły pobudzić młodzieńców do męstwa i uczynić z nich odważnych mężów, postanowili nie rozbijać obozu, lecz śmiało uderzyć, i walcząc z najwyższą zaciętością rozstrzygnąć sprawę, gdyż miasto i miejsce Najświętsze wraz ze Świątynią znajdowały się w niebezpieczeństwie.

(18) Największą ponad wszystko była obawa o święty Przybytek, mniej natomiast niepokoili się o kobiety i dzieci, o braci i krewnych.

(19) Nie mniejsze przerażenie panowało wśród ludzi, którzy pozostali w mieście; trwożyli się bowiem o przebieg walki, jaka miała się rozegrać w polu.

(20) Wszyscy oczekiwali już na jej wynik. Tymczasem wróg zbliżył się: wojsko stanęło w szyku bojowym, słonie na dogodnym miejscu, jazda na skrzydłach.

(21) Machabeusz obejmując wzrokiem stojące opodal mrowie [nieprzyjacielskiego] wojska, różnoraką broń i dzikość rozjątrzonych bestii, wzniósł ręce ku niebu i wzywał Pana, który czyni cuda, przekonany, że za pomocą nie broni, lecz według własnego uznania daje On zwycięstwo tym, którzy są tego godni.

(22) Modlił się do [Boga] tymi słowy: Ty, Wszechwładny, zesłałeś w czasach Ezechiasza, króla Judei, swego anioła, który wygubił blisko sto osiemdziesiąt pięć tysięcy ludzi z obozu Sancheriba.

(23) Również i teraz ześlij, Władco niebios, dobrego anioła, aby siał przed nami lęk i trwogę.

(24) Niechaj potężne Twe ramię powali tych, którzy z bluźnierstwem na ustach przybyli tu przeciwko Twemu świętemu ludowi. Tymi słowami zakończył [modlitwę].

(25) Wojsko Nikanora ruszyło naprzód wśród dźwięku trąb i pieśni bojowych.

(26) Natomiast żołnierze Judy natarli na wroga z modlitwą błagalną na ustach.

(27) Walcząc rękoma, a sercem modląc się do Boga powalili co najmniej trzydzieści pięć tysięcy ludzi, ciesząc się niezmiernie z jawnej pomocy Boga.

(28) Gdy pełni radości wracali po bitwie, rozpoznali Nikanora, który poległ w pełnym uzbrojeniu.

(29) Powstał wtedy krzyk i zamieszanie. W ojczystej mowie sławić zaczęli Władcę.

(30) Ten, który poświęcając wszystkie siły ciałem i duszą walczył w pierwszym szeregu za obywateli, ten, który od młodości okazywał rodakom pełne oddanie, wydał rozkaz, aby odciąć Nikanorowi głowę oraz rękę wraz z ramieniem i zanieść do Jerozolimy.

(31) Przybywszy tam zwołał lud i kapłanów, którzy stanęli przed ołtarzem. Wtedy posłał po załogę zamku

(32) I pokazał im głowę zbrodniczego Nikanora oraz rękę, którą bluźnierca zuchwale podniósł na Świątynię Wszechwładcy.

(33) Polecił także wyciąć język bezbożnego Nikanora i po kawałku rzucić ptakom na pożarcie, rękę zaś – na znak kary za bezbożność – powiesić przed Świątynią.

(34) Wszyscy wysławiali pod niebiosa Pana, który objawił się, wołając: „Błogosławiony niech będzie Ten, który Miejsce swoje uchronił od znieważenia.

(35) Głowę Nikanora kazał [Juda] zawiesić na zamku, aby wszyscy widzieli ten oczywisty znak pomocy Pana.

(36) Wszyscy jednomyślnie podjęli uchwałę, że w dniu tym nie może zabraknąć uroczystych obchodów i że święcony ma być dzień trzynasty dwunastego miesiąca – który po syryjsku (aramejsku) nazywa się Adar – w przeddzień dnia Mardocheusza.

(37) Taki przebieg miały wypadki związane z Nikanorem; od tego czasu miasto jest w posiadaniu Hebrajczyków. Również i ja kończę na tym opowiadanie.

(38) Jeśli jest zajmujące i zręcznie ułożone, osiągnąłem to, czego pragnąłem, jeżeli zaś jest mierne i pozbawione większej wartości, to przecież zrobiłem, co było w mojej mocy.

(39) Picie samego wina lub samej wody jest szkodliwe, podczas gdy wino zmieszane z wodą jest smaczne i sprawia przyjemność; podobnie też umiejętny układ opowiadania raduje tych, którzy będą mieć szczęście go słuchać. I na tym kończę.

 


 

Żyd – Jew / Judejczyk = Judeite / Judahite. Oczywiście słowo żyd pojawia się tutaj niesłusznie.

2 Book Of Maccabees –

Septuaginta LXX Brenton

Chapter 1

1:1 The brethren, the Jew that be at Jerusalem and in the land of Judea, wish unto the brethren, the Jews that are throughout Egypt health and peace:

2 God be gracious unto you, and remember his covenant that he made with Abraham, Isaac, and Jacob, his faithful servants;

3 And give you all an heart to serve him, and to do his will, with a good courage and a willing mind;

4 And open your hearts in his law and commandments, and send you peace,

5 And hear your prayers, and be at one with you, and never forsake you in time of trouble.

6 And now we be here praying for you.

7 What time as Demetrius reigned, in the hundred threescore and ninth year, we the Jews wrote unto you in the extremity of trouble that came upon us in those years, from the time that Jason and his company revolted from the holy land and kingdom,

8 And burned the porch, and shed innocent blood: then we prayed unto the Lord, and were heard; we offered also sacrifices and fine flour, and lighted the lamps, and set forth the loaves.

9 And now see that ye keep the feast of tabernacles in the month Casleu.

10 In the hundred fourscore and eighth year, the people that were at Jerusalem and in Judea, and the council, and Judas, sent greeting and health unto Aristobulus, king Ptolemeus’ master, who was of the stock of the anointed priests, and to the Judeites that were in Egypt:

11 Insomuch as God hath delivered us from great perils, we thank him highly, as having been in battle against a king.

12 For he cast them out that fought within the holy city.

13 For when the leader was come into Persia, and the army with him that seemed invincible, they were slain in the temple of Nanea by the deceit of Nanea’s priests.

14 For Antiochus, as though he would marry her, came into the place, and his friends that were with him, to receive money in name of a dowry.

15 Which when the priests of Nanea had set forth, and he was entered with a small company into the compass of the temple, they shut the temple as soon as Antiochus was come in:

16 And opening a privy door of the roof, they threw stones like thunderbolts, and struck down the captain, hewed them in pieces, smote off their heads and cast them to those that were without.

17 Blessed be our God in all things, who hath delivered up the ungodly.

18 Therefore whereas we are now purposed to keep the purification of the temple upon the five and twentieth day of the month Casleu, we thought it necessary to certify you thereof, that ye also might keep it, as the feast of the tabernacles, and of the fire, which was given us when Neemias offered sacrifice, after that he had builded the temple and the altar.

19 For when our fathers were led into Persia, the priests that were then devout took the fire of the altar privily, and hid it in an hollow place of a pit without water, where they kept it sure, so that the place was unknown to all men.

20 Now after many years, when it pleased God, Neemias, being sent from the king of Persia, did send of the posterity of those priests that had hid it to the fire: but when they told us they found no fire, but thick water;

21 Then commanded he them to draw it up, and to bring it; and when the sacrifices were laid on, Neemias commanded the priests to sprinkle the wood and the things laid thereupon with the water. 22 When this was done, and the time came that the sun shone, which afore was hid in the cloud, there was a great fire kindled, so that every man marvelled.

23 And the priests made a prayer whilst the sacrifice was consuming, I say, both the priests, and all the rest, Jonathan beginning, and the rest answering thereunto, as Neemias did.

24 And the prayer was after this manner; O Lord, Lord God, Creator of all things, who art fearful and strong, and righteous, and merciful, and the only and gracious King,

25 The only giver of all things, the only just, almighty, and everlasting, thou that deliverest Israel from all trouble, and didst choose the fathers, and sanctify them:

26 Receive the sacrifice for thy whole people Israel, and preserve thine own portion, and sanctify it.

27 Gather those together that are scattered from us, deliver them that serve among the heathen, look upon them that are despised and abhorred, and let the heathen know that thou art our God.

28 Punish them that oppress us, and with pride do us wrong. 29 Plant thy people again in thy holy place, as Moses hath spoken. 30 And the priests sung psalms of thanksgiving.

31 Now when the sacrifice was consumed, Neemias commanded the water that was left to be poured on the great stones. 32 When this was done, there was kindled a flame: but it was consumed by the light that shined from the altar.

33 So when this matter was known, it was told the king of Persia, that in the place, where the priests that were led away had hid the fire, there appeared water, and that Neemias had purified the sacrifices therewith.

34 Then the king, inclosing the place, made it holy, after he had tried the matter.

35 And the king took many gifts, and bestowed thereof on those whom he would gratify. 36 And Neemias called this thing Naphthar, which is as much as to say, a cleansing: but many men call it Nephi.

Chapter 2

2:1 It is also found in the records, that Jeremy the prophet commanded them that were carried away to take of the fire, as it hath been signified: 2 And how that the prophet, having given them the law, charged them not to forget the commandments of the Lord, and that they should not err in their minds, when they see images of silver and gold, with their ornaments. 3 And with other such speeches exhorted he them, that the law should not depart from their hearts.

4 It was also contained in the same writing, that the prophet, being warned of God, commanded the tabernacle and the ark to go with him, as he went forth into the mountain, where Moses climbed up, and saw the heritage of God. 5 And when Jeremy came thither, he found an hollow cave, wherein he laid the tabernacle, and the ark, and the altar of incense, and so stopped the door.

6 And some of those that followed him came to mark the way, but they could not find it. 7 Which when Jeremy perceived, he blamed them, saying, As for that place, it shall be unknown until the time that God gather his people again together, and receive them unto mercy. 8 Then shall the Lord shew them these things, and the glory of the Lord shall appear, and the cloud also, as it was shewed under Moses, and as when Solomon desired that the place might be honourably sanctified.

9 It was also declared, that he being wise offered the sacrifice of dedication, and of the finishing of the temple. 10 And as when Moses prayed unto the Lord, the fire came down from heaven, and consumed the sacrifices: even so prayed Solomon also, and the fire came down from heaven, and consumed the burnt offerings. 11 And Moses said, Because the sin offering was not to be eaten, it was consumed. 12 So Solomon kept those eight days.

13 The same things also were reported in the writings and commentaries of Neemias; and how he founding a library gathered together the acts of the kings, and the prophets, and of David, and the epistles of the kings concerning the holy gifts. 14 In like manner also Judas gathered together all those things that were lost by reason of the war we had, and they remain with us, 15 Wherefore if ye have need thereof, send some to fetch them unto you.

16 Whereas we then are about to celebrate the purification, we have written unto you, and ye shall do well, if ye keep the same days. 17 We hope also, that the God, that delivered all his people, and gave them all an heritage, and the kingdom, and the priesthood, and the sanctuary, 18 As he promised in the law, will shortly have mercy upon us, and gather us together out of every land under heaven into the holy place: for he hath delivered us out of great troubles, and hath purified the place.

19 Now as concerning Judas Maccabeus, and his brethren, and the purification of the great temple, and the dedication of the altar, 20 And the wars against Antiochus Epiphanes, and Eupator his son, 21 And the manifest signs that came from heaven unto those that behaved themselves manfully to their honour for Judaism: so that, being but a few, they overcame the whole country, and chased barbarous multitudes, 22 And recovered again the temple renowned all the world over, and freed the city, and upheld the laws which were going down, the Lord being gracious unto them with all favour: 23 All these things, I say, being declared by Jason of Cyrene in five books, we will assay to abridge in one volume.

24 For considering the infinite number, and the difficulty which they find that desire to look into the narrations of the story, for the variety of the matter, 25 We have been careful, that they that will read may have delight, and that they that are desirous to commit to memory might have ease, and that all into whose hands it comes might have profit.

26 Therefore to us, that have taken upon us this painful labour of abridging, it was not easy, but a matter of sweat and watching; 27 Even as it is no ease unto him that prepareth a banquet, and seeketh the benefit of others: yet for the pleasuring of many we will undertake gladly this great pains; 28 Leaving to the author the exact handling of every particular, and labouring to follow the rules of an abridgement. 29 For as the master builder of a new house must care for the whole building; but he that undertaketh to set it out, and paint it, must seek out fit things for the adorning thereof: even so I think it is with us. 30 To stand upon every point, and go over things at large, and to be curious in particulars, belongeth to the first author of the story: 31 But to use brevity, and avoid much labouring of the work, is to be granted to him that will make an abridgment.

32 Here then will we begin the story: only adding thus much to that which hath been said, that it is a foolish thing to make a long prologue, and to be short in the story itself.

Chapter 3

3:1 Now when the holy city was inhabited with all peace, and the laws were kept very well, because of the godliness of Onias the high priest, and his hatred of wickedness, 2 It came to pass that even the kings themselves did honour the place, and magnify the temple with their best gifts; 3 Insomuch that Seleucus of Asia of his own revenues bare all the costs belonging to the service of the sacrifices.

4 But one Simon of the tribe of Benjamin, who was made governor of the temple, fell out with the high priest about disorder in the city. 5 And when he could not overcome Onias, he gat him to Apollonius the son of Thraseas, who then was governor of Celosyria and Phenice, 6 And told him that the treasury in Jerusalem was full of infinite sums of money, so that the multitude of their riches, which did not pertain to the account of the sacrifices, was innumerable, and that it was possible to bring all into the king’s hand.

7 Now when Apollonius came to the king, and had shewed him of the money whereof he was told, the king chose out Heliodorus his treasurer, and sent him with a commandment to bring him the foresaid money. 8 So forthwith Heliodorus took his journey; under a colour of visiting the cities of Celosyria and Phenice, but indeed to fulfil the king’s purpose.

9 And when he was come to Jerusalem, and had been courteously received of the high priest of the city, he told him what intelligence was given of the money, and declared wherefore he came, and asked if these things were so indeed.

10 Then the high priest told him that there was such money laid up for the relief of widows and fatherless children: 11 And that some of it belonged to Hircanus son of Tobias, a man of great dignity, and not as that wicked Simon had misinformed: the sum whereof in all was four hundred talents of silver, and two hundred of gold: 12 And that it was altogether impossible that such wrongs should be done unto them, that had committed it to the holiness of the place, and to the majesty and inviolable sanctity of the temple, honoured over all the world.

13 But Heliodorus, because of the king’s commandment given him, said, That in any wise it must be brought into the king’s treasury. 14 So at the day which he appointed he entered in to order this matter: wherefore there was no small agony throughout the whole city. 15 But the priests, prostrating themselves before the altar in their priests’ vestments, called unto heaven upon him that made a law concerning things given to he kept, that they should safely be preserved for such as had committed them to be kept.

16 Then whoso had looked the high priest in the face, it would have wounded his heart: for his countenance and the changing of his colour declared the inward agony of his mind. 17 For the man was so compassed with fear and horror of the body, that it was manifest to them that looked upon him, what sorrow he had now in his heart.

18 Others ran flocking out of their houses to the general supplication, because the place was like to come into contempt. 19 And the women, girt with sackcloth under their breasts, abounded in the streets, and the virgins that were kept in ran, some to the gates, and some to the walls, and others looked out of the windows. 20 And all, holding their hands toward heaven, made supplication.

21 Then it would have pitied a man to see the falling down of the multitude of all sorts, and the fear of the high priest being in such an agony. 22 They then called upon the Almighty Lord to keep the things committed of trust safe and sure for those that had committed them.

23 Nevertheless Heliodorus executed that which was decreed.

24 Now as he was there present himself with his guard about the treasury, the Lord of spirits, and the Prince of all power, caused a great apparition, so that all that presumed to come in with him were astonished at the power of God, and fainted, and were sore afraid. 25 For there appeared unto them an horse with a terrible rider upon him, and adorned with a very fair covering, and he ran fiercely, and smote at Heliodorus with his forefeet, and it seemed that he that sat upon the horse had complete harness of gold.

26 Moreover two other young men appeared before him, notable in strength, excellent in beauty, and comely in apparel, who stood by him on either side; and scourged him continually, and gave him many sore stripes.

27 And Heliodorus fell suddenly unto the ground, and was compassed with great darkness: but they that were with him took him up, and put him into a litter. 28 Thus him, that lately came with a great train and with all his guard into the said treasury, they carried out, being unable to help himself with his weapons: and manifestly they acknowledged the power of God. 29 For he by the hand of God was cast down, and lay speechless without all hope of life. 30 But they praised the Lord, that had miraculously honoured his own place: for the temple; which a little afore was full of fear and trouble, when the Almighty Lord appeared, was filled with joy and gladness.

31 Then straightways certain of Heliodorus’ friends prayed Onias, that he would call upon the most High to grant him his life, who lay ready to give up the ghost. 32 So the high priest, suspecting lest the king should misconceive that some treachery had been done to Heliodorus by the Jews, offered a sacrifice for the health of the man.

33 Now as the high priest was making an atonement, the same young men in the same clothing appeared and stood beside Heliodorus, saying, Give Onias the high priest great thanks, insomuch as for his sake the Lord hath granted thee life: 34 And seeing that thou hast been scourged from heaven, declare unto all men the mighty power of God. And when they had spoken these words, they appeared no more.

35 So Heliodorus, after he had offered sacrifice unto the Lord, and made great vows unto him that had saved his life, and saluted Onias, returned with his host to the king. 36 Then testified he to all men the works of the great God, which he had seen with his eyes.

37 And when the king Heliodorus, who might be a fit man to be sent yet once again to Jerusalem, he said, 38 If thou hast any enemy or traitor, send him thither, and thou shalt receive him well scourged, if he escape with his life: for in that place, no doubt; there is an especial power of God.

39 For he that dwelleth in heaven hath his eye on that place, and defendeth it; and he beateth and destroyeth them that come to hurt it.

40 And the things concerning Heliodorus, and the keeping of the treasury, fell out on this sort.

Chapter 4

4:1 This Simon now, of whom we spake afore, having been a betrayer of the money, and of his country, slandered Onias, as if he ha terrified Heliodorus, and been the worker of these evils. 2 Thus was he bold to call him a traitor, that had deserved well of the city, and tendered his own nation, and was so zealous of the laws.

3 But when their hatred went so far, that by one of Simon’s faction murders were committed, 4 Onias seeing the danger of this contention, and that Apollonius, as being the governor of Celosyria and Phenice, did rage, and increase Simon’s malice, 5 He went to the king, not to be an accuser of his countrymen, but seeking the good of all, both publick and private: 6 For he saw that it was impossible that the state should continue quiet, and Simon leave his folly, unless the king did look thereunto.

7 But after the death of Seleucus, when Antiochus, called Epiphanes, took the kingdom, Jason the brother of Onias laboured underhand to be high priest, 8 Promising unto the king by intercession three hundred and threescore talents of silver, and of another revenue eighty talents: 9 Beside this, he promised to assign an hundred and fifty more, if he might have licence to set him up a place for exercise, and for the training up of youth in the fashions of the heathen, and to write them of Jerusalem by the name of Antiochians. 10 Which when the king had granted, and he had gotten into his hand the rule he forthwith brought his own nation to Greekish fashion.

11 And the royal privileges granted of special favour to the Jews by the means of John the father of Eupolemus, who went ambassador to Rome for amity and aid, he took away; and putting down the governments which were according to the law, he brought up new customs against the law: 12 For he built gladly a place of exercise under the tower itself, and brought the chief young men under his subjection, and made them wear a hat.

13 Now such was the height of Greek fashions, and increase of heathenish manners, through the exceeding profaneness of Jason, that ungodly wretch, and no high priest; 14 That the priests had no courage to serve any more at the altar, but despising the temple, and neglecting the sacrifices, hastened to be partakers of the unlawful allowance in the place of exercise, after the game of Discus called them forth; 15 Not setting by the honours of their fathers, but liking the glory of the Grecians best of all.

16 By reason whereof sore calamity came upon them: for they had them to be their enemies and avengers, whose custom they followed so earnestly, and unto whom they desired to be like in all things. 17 For it is not a light thing to do wickedly against the laws of God: but the time following shall declare these things.

18 Now when the game that was used every faith year was kept at Tyrus, the king being present, 19 This ungracious Jason sent special messengers from Jerusalem, who were Antiochians, to carry three hundred drachms of silver to the sacrifice of Hercules, which even the bearers thereof thought fit not to bestow upon the sacrifice, because it was not convenient, but to be reserved for other charges. 20 This money then, in regard of the sender, was appointed to Hercules’ sacrifice; but because of the bearers thereof, it was employed to the making of gallies.

21 Now when Apollonius the son of Menestheus was sent into Egypt for the coronation of king Ptolemeus Philometor, Antiochus, understanding him not to be well affected to his affairs, provided for his own safety: whereupon he came to Joppa, and from thence to Jerusalem: 22 Where he was honourably received of Jason, and of the city, and was brought in with torch alight, and with great shoutings: and so afterward went with his host unto Phenice.

23 Three years afterward Jason sent Menelaus, the aforesaid Simon’s brother, to bear the money unto the king, and to put him in mind of certain necessary matters. 24 But he being brought to the presence of the king, when he had magnified him for the glorious appearance of his power, got the priesthood to himself, offering more than Jason by three hundred talents of silver. 25 So he came with the king’s mandate, bringing nothing worthy the high priesthood, but having the fury of a cruel tyrant, and the rage of a savage beast.

26 Then Jason, who had undermined his own brother, being undermined by another, was compelled to flee into the country of the Ammonites. 27 So Menelaus got the principality: but as for the money that he had promised unto the king, he took no good order for it, albeit Sostratis the ruler of the castle required it: 28 For unto him appertained the gathering of the customs. Wherefore they were both called before the king.

29 Now Menelaus left his brother Lysimachus in his stead in the priesthood; and Sostratus left Crates, who was governor of the Cyprians.

30 While those things were in doing, they of Tarsus and Mallos made insurrection, because they were given to the king’s concubine, called Antiochus. 31 Then came the king in all haste to appease matters, leaving Andronicus, a man in authority, for his deputy.

32 Now Menelaus, supposing that he had gotten a convenient time, stole certain vessels of gold out of the temple, and gave some of them to Andronicus, and some he sold into Tyrus and the cities round about. 33 Which when Onias knew of a surety, he reproved him, and withdrew himself into a sanctuary at Daphne, that lieth by Antiochia.

34 Wherefore Menelaus, taking Andronicus apart, prayed, him to get Onias into his hands; who being persuaded thereunto, and coming to Onias in deceit, gave him his right hand with oaths; and though he were suspected by him, yet persuaded he him to come forth of the sanctuary: whom forthwith he shut up without regard of justice. 35 For the which cause not only the Jews, but many also of other nations, took great indignation, and were much grieved for the unjust murder of the man.

36 And when the king was come again from the places about Cilicia, the Jews that were in the city, and certain of the Greeks that abhorred the fact also, complained because Onias was slain without cause. 37 Therefore Antiochus was heartily sorry, and moved to pity, and wept, because of the sober and modest behaviour of him that was dead. 38 And being kindled with anger, forthwith he took away Andronicus his purple, and rent off his clothes, and leading him through the whole city unto that very place, where he had committed impiety against Onias, there slew he the cursed murderer. Thus the Lord rewarded him his punishment, as he had deserved.

39 Now when many sacrileges had been committed in the city by Lysimachus with the consent of Menelaus, and the fruit thereof was spread abroad, the multitude gathered themselves together against Lysimachus, many vessels of gold being already carried away. 40 Whereupon the common people rising, and being filled with rage, Lysimachus armed about three thousand men, and began first to offer violence; one Auranus being the leader, a man far gone in years, and no less in folly.

41 They then seeing the attempt of Lysimachus, some of them caught stones, some clubs, others taking handfuls of dust, that was next at hand, cast them all together upon Lysimachus, and those that set upon them. 42 Thus many of them they wounded, and some they struck to the ground, and all of them they forced to flee: but as for the churchrobber himself, him they killed beside the treasury.

43 Of these matters therefore there was an accusation laid against Menelaus. 44 Now when the king came to Tyrus, three men that were sent from the senate pleaded the cause before him: 45 But Menelaus, being now convicted, promised Ptolemee the son of Dorymenes to give him much money, if he would pacify the king toward him. 46 Whereupon Ptolemee taking the king aside into a certain gallery, as it were to take the air, brought him to be of another mind: 47 Insomuch that he discharged Menelaus from the accusations, who notwithstanding was cause of all the mischief: and those poor men, who, if they had told their cause, yea, before the Scythians, should have been judged innocent, them he condemned to death.

48 Thus they that followed the matter for the city, and for the people, and for the holy vessels, did soon suffer unjust punishment. 49 Wherefore even they of Tyrus, moved with hatred of that wicked deed, caused them to be honourably buried. 50 And so through the covetousness of them that were of power Menelaus remained still in authority, increasing in malice, and being a great traitor to the citizens.

Chapter 5

5:1 About the same time Antiochus prepared his second voyage into Egypt: 2 And then it happened, that through all the city, for the space almost of forty days, there were seen horsemen running in the air, in cloth of gold, and armed with lances, like a band of soldiers, 3 And troops of horsemen in array, encountering and running one against another, with shaking of shields, and multitude of pikes, and drawing of swords, and casting of darts, and glittering of golden ornaments, and harness of all sorts. 4 Wherefore every man prayed that that apparition might turn to good.

5 Now when there was gone forth a false rumour, as though Antiochus had been dead, Jason took at the least a thousand men, and suddenly made an assault upon the city; and they that were upon the walls being put back, and the city at length taken, Menelaus fled into the castle: 6 But Jason slew his own citizens without mercy, not considering that to get the day of them of his own nation would be a most unhappy day for him; but thinking they had been his enemies, and not his countrymen, whom he conquered. 7 Howbeit for all this he obtained not the principality, but at the last received shame for the reward of his treason, and fled again into the country of the Ammonites.

8 In the end therefore he had an unhappy return, being accused before Aretas the king of the Arabians, fleeing from city to city, pursued of all men, hated as a forsaker of the laws, and being had in abomination as an open enemy of his country and countrymen, he was cast out into Egypt. 9 Thus he that had driven many out of their country perished in a strange land, retiring to the Lacedemonians, and thinking there to find succour by reason of his kindred: 10 And he that had cast out many unburied had none to mourn for him, nor any solemn funerals at all, nor sepulchre with his fathers.

11 Now when this that was done came to the king’s ear, he thought that Judea had revolted: whereupon removing out of Egypt in a furious mind, he took the city by force of arms, 12 And commanded his men of war not to spare such as they met, and to slay such as went up upon the houses. 13 Thus there was killing of young and old, making away of men, women, and children, slaying of virgins and infants. 14 And there were destroyed within the space of three whole days fourscore thousand, whereof forty thousand were slain in the conflict; and no fewer sold than slain.

15 Yet was he not content with this, but presumed to go into the most holy temple of all the world; Menelaus, that traitor to the laws, and to his own country, being his guide: 16 And taking the holy vessels with polluted hands, and with profane hands pulling down the things that were dedicated by other kings to the augmentation and glory and honour of the place, he gave them away.

17 And so haughty was Antiochus in mind, that he considered not that the Lord was angry for a while for the sins of them that dwelt in the city, and therefore his eye was not upon the place. 18 For had they not been formerly wrapped in many sins, this man, as soon as he had come, had forthwith been scourged, and put back from his presumption, as Heliodorus was, whom Seleucus the king sent to view the treasury.

19 Nevertheless God did not choose the people for the place’s sake, but the place for the people’s sake. 20 And therefore the place itself, that was partaker with them of the adversity that happened to the nation, did afterward communicate in the benefits sent from the Lord: and as it was forsaken in the wrath of the Almighty, so again, the great Lord being reconciled, it was set up with all glory.

21 So when Antiochus had carried out of the temple a thousand and eight hundred talents, he departed in all haste unto Antiochia, weening in his pride to make the land navigable, and the sea passable by foot: such was the haughtiness of his mind.

22 And he left governors to vex the nation: at Jerusalem, Philip, for his country a Phrygian, and for manners more barbarous than he that set him there; 23 And at Garizim, Andronicus; and besides, Menelaus, who worse than all the rest bare an heavy hand over the citizens, having a malicious mind against his countrymen the Jews.

24 He sent also that detestable ringleader Apollonius with an army of two and twenty thousand, commanding him to slay all those that were in their best age, and to sell the women and the younger sort: 25 Who coming to Jerusalem, and pretending peace, did forbear till the holy day of the sabbath, when taking the Jews keeping holy day, he commanded his men to arm themselves. 26 And so he slew all them that were gone to the celebrating of the sabbath, and running through the city with weapons slew great multitudes.

27 But Judas Maccabeus with nine others, or thereabout, withdrew himself into the wilderness, and lived in the mountains after the manner of beasts, with his company, who fed on herbs continually, lest they should be partakers of the pollution.

Chapter 6

6:1 Not long after this the king sent an old man of Athens to compel the Jews to depart from the laws of their fathers, and not to live after the laws of God: 2 And to pollute also the temple in Jerusalem, and to call it the temple of Jupiter Olympius; and that in Garizim, of Jupiter the Defender of strangers, as they did desire that dwelt in the place.

3 The coming in of this mischief was sore and grievous to the people: 4 For the temple was filled with riot and revelling by the Gentiles, who dallied with harlots, and had to do with women within the circuit of the holy places, and besides that brought in things that were not lawful. 5 The altar also was filled with profane things, which the law forbiddeth. 6 Neither was it lawful for a man to keep sabbath days or ancient fasts, or to profess himself at all to be a Jew.

7 And in the day of the king’s birth every month they were brought by bitter constraint to eat of the sacrifices; and when the fast of Bacchus was kept, the Jews were compelled to go in procession to Bacchus, carrying ivy.

8 Moreover there went out a decree to the neighbour cities of the heathen, by the suggestion of Ptolemee, against the Jews, that they should observe the same fashions, and be partakers of their sacrifices: 9 And whoso would not conform themselves to the manners of the Gentiles should be put to death. Then might a man have seen the present misery.

10 For there were two women brought, who had circumcised their children; whom when they had openly led round about the city, the babes handing at their breasts, they cast them down headlong from the wall. 11 And others, that had run together into caves near by, to keep the sabbath day secretly, being discovered by Philip, were all burnt together, because they made a conscience to help themselves for the honour of the most sacred day.

12 Now I beseech those that read this book, that they be not discouraged for these calamities, but that they judge those punishments not to be for destruction, but for a chastening of our nation. 13 For it is a token of his great goodness, when wicked doers are not suffered any long time, but forthwith punished.

14 For not as with other nations, whom the Lord patiently forbeareth to punish, till they be come to the fulness of their sins, so dealeth he with us, 15 Lest that, being come to the height of sin, afterwards he should take vengeance of us. 16 And therefore he never withdraweth his mercy from us: and though he punish with adversity, yet doth he never forsake his people. 17 But let this that we at spoken be for a warning unto us. And now will we come to the declaring of the matter in a few words.

18 Eleazar, one of the principal scribes, an aged man, and of a well favoured countenance, was constrained to open his mouth, and to eat swine’s flesh. 19 But he, choosing rather to die gloriously, than to live stained with such an abomination, spit it forth, and came of his own accord to the torment, 20 As it behoved them to come, that are resolute to stand out against such things, as are not lawful for love of life to be tasted.

21 But they that had the charge of that wicked feast, for the old acquaintance they had with the man, taking him aside, besought him to bring flesh of his own provision, such as was lawful for him to use, and make as if he did eat of the flesh taken from the sacrifice commanded by the king; 22 That in so doing he might be delivered from death, and for the old friendship with them find favour.

23 But he began to consider discreetly, and as became his age, and the excellency of his ancient years, and the honour of his gray head, whereon was come, and his most honest education from a child, or rather the holy law made and given by God: therefore he answered accordingly, and willed them straightways to send him to the grave.

24 For it becometh not our age, said he, in any wise to dissemble, whereby many young persons might think that Eleazar, being fourscore years old and ten, were now gone to a strange religion; 25 And so they through mine hypocrisy, and desire to live a little time and a moment longer, should be deceived by me, and I get a stain to mine old age, and make it abominable. 26 For though for the present time I should be delivered from the punishment of men: yet should I not escape the hand of the Almighty, neither alive, nor dead.

27 Wherefore now, manfully changing this life, I will shew myself such an one as mine age requireth, 28 And leave a notable example to such as be young to die willingly and courageously for the honourable and holy laws. And when he had said these words, immediately he went to the torment: 29 They that led him changing the good will they bare him a little before into hatred, because the foresaid speeches proceeded, as they thought, from a desperate mind.

30 But when he was ready to die with stripes, he groaned, and said, It is manifest unto the Lord, that hath the holy knowledge, that whereas I might have been delivered from death, I now endure sore pains in body by being beaten: but in soul am well content to suffer these things, because I fear him. 31 And thus this man died, leaving his death for an example of a noble courage, and a memorial of virtue, not only unto young men, but unto all his nation.

Chapter 7

7:1 It came to pass also, that seven brethren with their mother were taken, and compelled by the king against the law to taste swine’s flesh, and were tormented with scourges and whips.

2 But one of them that spake first said thus, What wouldest thou ask or learn of us? we are ready to die, rather than to transgress the laws of our fathers.

3 Then the king, being in a rage, commanded pans and caldrons to be made hot: 4 Which forthwith being heated, he commanded to cut out the tongue of him that spake first, and to cut off the utmost parts of his body, the rest of his brethren and his mother looking on.

5 Now when he was thus maimed in all his members, he commanded him being yet alive to be brought to the fire, and to be fried in the pan: and as the vapour of the pan was for a good space dispersed, they exhorted one another with the mother to die manfully, saying thus, 6 The Lord God looketh upon us, and in truth hath comfort in us, as Moses in his song, which witnessed to their faces, declared, saying, And he shall be comforted in his servants.

7 So when the first was dead after this number, they brought the second to make him a mocking stock: and when they had pulled off the skin of his head with the hair, they asked him, Wilt thou eat, before thou be punished throughout every member of thy body? 8 But he answered in his own language, and said, No. Wherefore he also received the next torment in order, as the former did. 9 And when he was at the last gasp, he said, Thou like a fury takest us out of this present life, but the King of the world shall raise us up, who have died for his laws, unto everlasting life.

10 After him was the third made a mocking stock: and when he was required, he put out his tongue, and that right soon, holding forth his hands manfully. 11 And said courageously, These I had from heaven; and for his laws I despise them; and from him I hope to receive them again. 12 Insomuch that the king, and they that were with him, marvelled at the young man’s courage, for that he nothing regarded the pains.

13 Now when this man was dead also, they tormented and mangled the fourth in like manner. 14 So when he was ready to die he said thus, It is good, being put to death by men, to look for hope from God to be raised up again by him: as for thee, thou shalt have no resurrection to life.

15 Afterward they brought the fifth also, and mangled him. 16 Then looked he unto the king, and said, Thou hast power over men, thou art corruptible, thou doest what thou wilt; yet think not that our nation is forsaken of God; 17 But abide a while, and behold his great power, how he will torment thee and thy seed.

18 After him also they brought the sixth, who being ready to die said, Be not deceived without cause: for we suffer these things for ourselves, having sinned against our God: therefore marvellous things are done unto us. 19 But think not thou, that takest in hand to strive against God, that thou shalt escape unpunished.

20 But the mother was marvellous above all, and worthy of honourable memory: for when she saw her seven sons slain within the space of one day, she bare it with a good courage, because of the hope that she had in the Lord. 21 Yea, she exhorted every one of them in her own language, filled with courageous spirits; and stirring up her womanish thoughts with a manly stomach, she said unto them, 22 I cannot tell how ye came into my womb: for I neither gave you breath nor life, neither was it I that formed the members of every one of you; 23 But doubtless the Creator of the world, who formed the generation of man, and found out the beginning of all things, will also of his own mercy give you breath and life again, as ye now regard not your own selves for his laws’ sake.

24 Now Antiochus, thinking himself despised, and suspecting it to be a reproachful speech, whilst the youngest was yet alive, did not only exhort him by words, but also assured him with oaths, that he would make him both a rich and a happy man, if he would turn from the laws of his fathers; and that also he would take him for his friend, and trust him with affairs.

25 But when the young man would in no case hearken unto him, the king called his mother, and exhorted her that she would counsel the young man to save his life. 26 And when he had exhorted her with many words, she promised him that she would counsel her son.

27 But she bowing herself toward him, laughing the cruel tyrant to scorn, spake in her country language on this manner; O my son, have pity upon me that bare thee nine months in my womb, and gave thee such three years, and nourished thee, and brought thee up unto this age, and endured the troubles of education. 28 I beseech thee, my son, look upon the heaven and the earth, and all that is therein, and consider that God made them of things that were not; and so was mankind made likewise. 29 Fear not this tormentor, but, being worthy of thy brethren, take thy death that I may receive thee again in mercy with thy brethren.

30 Whiles she was yet speaking these words, the young man said, Whom wait ye for? I will not obey the king’s commandment: but I will obey the commandment of the law that was given unto our fathers by Moses. 31 And thou, that hast been the author of all mischief against the Hebrews, shalt not escape the hands of God.

32 For we suffer because of our sins. 33 And though the living Lord be angry with us a little while for our chastening and correction, yet shall he be at one again with his servants. 34 But thou, O godless man, and of all other most wicked, be not lifted up without a cause, nor puffed up with uncertain hopes, lifting up thy hand against the servants of God: 35 For thou hast not yet escaped the judgment of Almighty God, who seeth all things.

36 For our brethren, who now have suffered a short pain, are dead under God’s covenant of everlasting life: but thou, through the judgment of God, shalt receive just punishment for thy pride. 37 But I, as my brethren, offer up my body and life for the laws of our fathers, beseeching God that he would speedily be merciful unto our nation; and that thou by torments and plagues mayest confess, that he alone is God; 38 And that in me and my brethren the wrath of the Almighty, which is justly brought upon our nation, may cease.

39 Than the king’ being in a rage, handed him worse than all the rest, and took it grievously that he was mocked. 40 So this man died undefiled, and put his whole trust in the Lord.

41 Last of all after the sons the mother died.

42 Let this be enough now to have spoken concerning the idolatrous feasts, and the extreme tortures.

Chapter 8

8:1 Then Judas Maccabeus, and they that were with him, went privily into the towns, and called their kinsfolks together, and took unto them all such as continued in the Jews’ religion, and assembled about six thousand men.

2 And they called upon the Lord, that he would look upon the people that was trodden down of all; and also pity the temple profaned of ungodly men; 3 And that he would have compassion upon the city, sore defaced, and ready to be made even with the ground; and hear the blood that cried unto him, 4 And remember the wicked slaughter of harmless infants, and the blasphemies committed against his name; and that he would shew his hatred against the wicked.

5 Now when Maccabeus had his company about him, he could not be withstood by the heathen: for the wrath of the Lord was turned into mercy. 6 Therefore he came at unawares, and burnt up towns and cities, and got into his hands the most commodious places, and overcame and put to flight no small number of his enemies. 7 But specially took he advantage of the night for such privy attempts, insomuch that the fruit of his holiness was spread every where.

8 So when Philip saw that this man increased by little and little, and that things prospered with him still more and more, he wrote unto Ptolemeus, the governor of Celosyria and Phenice, to yield more aid to the king’s affairs.

9 Then forthwith choosing Nicanor the son of Patroclus, one of his special friends, he sent him with no fewer than twenty thousand of all nations under him, to root out the whole generation of the Jews; and with him he joined also Gorgias a captain, who in matters of war had great experience.

10 So Nicanor undertook to make so much money of the captive Jews, as should defray the tribute of two thousand talents, which the king was to pay to the Romans. 11 Wherefore immediately he sent to the cities upon the sea coast, proclaiming a sale of the captive Jews, and promising that they should have fourscore and ten bodies for one talent, not expecting the vengeance that was to follow upon him from the Almighty God.

12 Now when word was brought unto Judas of Nicanor’s coming, and he had imparted unto those that were with him that the army was at hand, 13 They that were fearful, and distrusted the justice of God, fled, and conveyed themselves away.

14 Others sold all that they had left, and withal besought the Lord to deliver them, sold by the wicked Nicanor before they met together: 15 And if not for their own sakes, yet for the covenants he had made with their fathers, and for his holy and glorious name’s sake, by which they were called.

16 So Maccabeus called his men together unto the number of six thousand, and exhorted them not to be stricken with terror of the enemy, nor to fear the great multitude of the heathen, who came wrongly against them; but to fight manfully, 17 And to set before their eyes the injury that they had unjustly done to the holy place, and the cruel handling of the city, whereof they made a mockery, and also the taking away of the government of their forefathers: 18 For they, said he, trust in their weapons and boldness; but our confidence is in the Almighty who at a beck can cast down both them that come against us, and also all the world.

19 Moreover, he recounted unto them what helps their forefathers had found, and how they were delivered, when under Sennacherib an hundred fourscore and five thousand perished. 20 And he told them of the battle that they had in Babylon with the Galatians, how they came but eight thousand in all to the business, with four thousand Macedonians, and that the Macedonians being perplexed, the eight thousand destroyed an hundred and twenty thousand because of the help that they had from heaven, and so received a great booty.

21 Thus when he had made them bold with these words, and ready to die for the law and the country, he divided his army into four parts; 22 And joined with himself his own brethren, leaders of each band, to wit Simon, and Joseph, and Jonathan, giving each one fifteen hundred men. 23 Also he appointed Eleazar to read the holy book: and when he had given them this watchword, The help of God; himself leading the first band,

24 And by the help of the Almighty they slew above nine thousand of their enemies, and wounded and maimed the most part of Nicanor’s host, and so put all to flight; 25 And took their money that came to buy them, and pursued them far: but lacking time they returned: 26 For it was the day before the sabbath, and therefore they would no longer pursue them.

27 So when they had gathered their armour together, and spoiled their enemies, they occupied themselves about the sabbath, yielding exceeding praise and thanks to the Lord, who had preserved them unto that day, which was the beginning of mercy distilling upon them.

28 And after the sabbath, when they had given part of the spoils to the maimed, and the widows, and orphans, the residue they divided among themselves and their servants. 29 When this was done, and they had made a common supplication, they besought the merciful Lord to be reconciled with his servants for ever.

30 Moreover of those that were with Timotheus and Bacchides, who fought against them, they slew above twenty thousand, and very easily got high and strong holds, and divided among themselves many spoils more, and made the maimed, orphans, widows, yea, and the aged also, equal in spoils with themselves. 31 And when they had gathered their armour together, they laid them up all carefully in convenient places, and the remnant of the spoils they brought to Jerusalem.

32 They slew also Philarches, that wicked person, who was with Timotheus, and had annoyed the Jews many ways. 33 Furthermore at such time as they kept the feast for the victory in their country they burnt Callisthenes, that had set fire upon the holy gates, who had fled into a little house; and so he received a reward meet for his wickedness.

34 As for that most ungracious Nicanor, who had brought a thousand merchants to buy the Jews, 35 He was through the help of the Lord brought down by them, of whom he made least account; and putting off his glorious apparel, and discharging his company, he came like a fugitive servant through the midland unto Antioch having very great dishonour, for that his host was destroyed. 36 Thus he, that took upon him to make good to the Romans their tribute by means of captives in Jerusalem, told abroad, that the Jews had God to fight for them, and therefore they could not be hurt, because they followed the laws that he gave them.

Chapter 9

9:1 About that time came Antiochus with dishonour out of the country of Persia 2 For he had entered the city called Persepolis, and went about to rob the temple, and to hold the city; whereupon the multitude running to defend themselves with their weapons put them to flight; and so it happened, that Antiochus being put to flight of the inhabitants returned with shame.

3 Now when he came to Ecbatane, news was brought him what had happened unto Nicanor and Timotheus. 4 Then swelling with anger. he thought to avenge upon the Jews the disgrace done unto him by those that made him flee. Therefore commanded he his chariotman to drive without ceasing, and to dispatch the journey, the judgment of God now following him. For he had spoken proudly in this sort, That he would come to Jerusalem and make it a common burying place of the Jews.

5 But the Lord Almighty, the God of Israel, smote him with an incurable and invisible plague: or as soon as he had spoken these words, a pain of the bowels that was remediless came upon him, and sore torments of the inner parts; 6 And that most justly: for he had tormented other men’s bowels with many and strange torments.

7 Howbeit he nothing at all ceased from his bragging, but still was filled with pride, breathing out fire in his rage against the Jews, and commanding to haste the journey: but it came to pass that he fell down from his chariot, carried violently; so that having a sore fall, all the members of his body were much pained.

8 And thus he that a little afore thought he might command the waves of the sea, (so proud was he beyond the condition of man) and weigh the high mountains in a balance, was now cast on the ground, and carried in an horselitter, shewing forth unto all the manifest power of God. 9 So that the worms rose up out of the body of this wicked man, and whiles he lived in sorrow and pain, his flesh fell away, and the filthiness of his smell was noisome to all his army. 10 And the man, that thought a little afore he could reach to the stars of heaven, no man could endure to carry for his intolerable stink.

11 Here therefore, being plagued, he began to leave off his great pride, and to come to the knowledge of himself by the scourge of God, his pain increasing every moment. 12 And when he himself could not abide his own smell, he said these words, It is meet to be subject unto God, and that a man that is mortal should not proudly think of himself if he were God.

13 This wicked person vowed also unto the Lord, who now no more would have mercy upon him, saying thus, 14 That the holy city (to the which he was going in haste to lay it even with the ground, and to make it a common buryingplace,) he would set at liberty: 15 And as touching the Jews, whom he had judged not worthy so much as to be buried, but to be cast out with their children to be devoured of the fowls and wild beasts, he would make them all equals to the citizens of Athens: 16 And the holy temple, which before he had spoiled, he would garnish with goodly gifts, and restore all the holy vessels with many more, and out of his own revenue defray the charges belonging to the sacrifices: 17 Yea, and that also he would become a Jew himself, and go through all the world that was inhabited, and declare the power of God.

18 But for all this his pains would not cease: for the just judgment of God was come upon him: therefore despairing of his health, he wrote unto the Jews the letter underwritten, containing the form of a supplication, after this manner:

19 Antiochus, king and governor, to the good Jews his citizens wisheth much joy, health, and prosperity: 20 If ye and your children fare well, and your affairs be to your contentment, I give very great thanks to God, having my hope in heaven.

21 As for me, I was weak, or else I would have remembered kindly your honour and good will returning out of Persia, and being taken with a grievous disease, I thought it necessary to care for the common safety of all: 22 Not distrusting mine health, but having great hope to escape this sickness. 23 But considering that even my father, at what time he led an army into the high countries. appointed a successor, 24 To the end that, if any thing fell out contrary to expectation, or if any tidings were brought that were grievous, they of the land, knowing to whom the state was left, might not be troubled:

25 Again, considering how that the princes that are borderers and neighbours unto my kingdom wait for opportunities, and expect what shall be the event. I have appointed my son Antiochus king, whom I often committed and commended unto many of you, when I went up into the high provinces; to whom I have written as followeth:

26 Therefore I pray and request you to remember the benefits that I have done unto you generally, and in special, and that every man will be still faithful to me and my son. 27 For I am persuaded that he understanding my mind will favourably and graciously yield to your desires.

28 Thus the murderer and blasphemer having suffered most grievously, as he entreated other men, so died he a miserable death in a strange country in the mountains. 29 And Philip, that was brought up with him, carried away his body, who also fearing the son of Antiochus went into Egypt to Ptolemeus Philometor.

Chapter 10

10:1 Now Maccabeus and his company, the Lord guiding them, recovered the temple and the city: 2 But the altars which the heathen had built in the open street, and also the chapels, they pulled down.

3 And having cleansed the temple they made another altar, and striking stones they took fire out of them, and offered a sacrifice after two years, and set forth incense, and lights, and shewbread. 4 When that was done, they fell flat down, and besought the Lord that they might come no more into such troubles; but if they sinned any more against him, that he himself would chasten them with mercy, and that they might not be delivered unto the blasphemous and barbarous nations.

5 Now upon the same day that the strangers profaned the temple, on the very same day it was cleansed again, even the five and twentieth day of the same month, which is Casleu.

6 And they kept the eight days with gladness, as in the feast of the tabernacles, remembering that not long afore they had held the feast of the tabernacles, when as they wandered in the mountains and dens like beasts. 7 Therefore they bare branches, and fair boughs, and palms also, and sang psalms unto him that had given them good success in cleansing his place. 8 They ordained also by a common statute and decree, That every year those days should be kept of the whole nation of the Jews.

9 And this was the end of Antiochus, called Epiphanes.

10 Now will we declare the acts of Antiochus Eupator, who was the son of this wicked man, gathering briefly the calamities of the wars. 11 So when he was come to the crown, he set one Lysias over the affairs of his realm, and appointed him his chief governor of Celosyria and Phenice.

12 For Ptolemeus, that was called Macron, choosing rather to do justice unto the Jews for the wrong that had been done unto them, endeavoured to continue peace with them. 13 Whereupon being accused of the king’s friends before Eupator, and called traitor at every word because he had left Cyprus, that Philometor had committed unto him, and departed to Antiochus Epiphanes, and seeing that he was in no honourable place, he was so discouraged, that he poisoned himself and died.

14 But when Gorgias was governor of the holds, he hired soldiers, and nourished war continually with the Jews: 15 And therewithal the Idumeans, having gotten into their hands the most commodious holds, kept the Jews occupied, and receiving those that were banished from Jerusalem, they went about to nourish war.

16 Then they that were with Maccabeus made supplication, and besought God that he would be their helper; and so they ran with violence upon the strong holds of the Idumeans, 17 And assaulting them strongly, they won the holds, and kept off all that fought upon the wall, and slew all that fell into their hands, and killed no fewer than twenty thousand.

18 And because certain, who were no less than nine thousand, were fled together into two very strong castles, having all manner of things convenient to sustain the siege, 19 Maccabeus left Simon and Joseph, and Zaccheus also, and them that were with him, who were enough to besiege them, and departed himself unto those places which more needed his help.

20 Now they that were with Simon, being led with covetousness, were persuaded for money through certain of those that were in the castle, and took seventy thousand drachms, and let some of them escape. 21 But when it was told Maccabeus what was done, he called the governors of the people together, and accused those men, that they had sold their brethren for money, and set their enemies free to fight against them. 22 So he slew those that were found traitors, and immediately took the two castles. 23 And having good success with his weapons in all things he took in hand, he slew in the two holds more than twenty thousand.

24 Now Timotheus, whom the Jews had overcome before, when he had gathered a great multitude of foreign forces, and horses out of Asia not a few, came as though he would take Jewry by force of arms. 25 But when he drew near, they that were with Maccabeus turned themselves to pray unto God, and sprinkled earth upon their heads, and girded their loins with sackcloth, 26 And fell down at the foot of the altar, and besought him to be merciful to them, and to be an enemy to their enemies, and an adversary to their adversaries, as the law declareth. 27 So after the prayer they took their weapons, and went on further from the city: and when they drew near to their enemies, they kept by themselves.

28 Now the sun being newly risen, they joined both together; the one part having together with their virtue their refuge also unto the Lord for a pledge of their success and victory: the other side making their rage leader of their battle

29 But when the battle waxed strong, there appeared unto the enemies from heaven five comely men upon horses, with bridles of gold, and two of them led the Jews, 30 And took Maccabeus betwixt them, and covered him on every side weapons, and kept him safe, but shot arrows and lightnings against the enemies: so that being confounded with blindness, and full of trouble, they were killed. 31 And there were slain of footmen twenty thousand and five hundred, and six hundred horsemen.

32 As for Timotheus himself, he fled into a very strong hold, called Gazara, where Chereas was governor.

33 But they that were with Maccabeus laid siege against the fortress courageously four days. 34 And they that were within, trusting to the strength of the place, blasphemed exceedingly, and uttered wicked words.

35 Nevertheless upon the fifth day early twenty young men of Maccabeus’ company, inflamed with anger because of the blasphemies, assaulted the wall manly, and with a fierce courage killed all that they met withal. 36 Others likewise ascending after them, whiles they were busied with them that were within, burnt the towers, and kindling fires burnt the blasphemers alive; and others broke open the gates, and, having received in the rest of the army, took the city, 37 And killed Timotheus, that was hid in a certain pit, and Chereas his brother, with Apollophanes.

38 When this was done, they praised the Lord with psalms and thanksgiving, who had done so great things for Israel, and given them the victory.

Chapter 11

11:1 Not long after the, Lysias the king’s protector and cousin, who also managed the affairs, took sore displeasure for the things that were done. 2 And when he had gathered about fourscore thousand with all the horsemen, he came against the Jews, thinking to make the city an habitation of the Gentiles, 3 And to make a gain of the temple, as of the other chapels of the heathen, and to set the high priesthood to sale every year: 4 Not at all considering the power of God but puffed up with his ten thousands of footmen, and his thousands of horsemen, and his fourscore elephants.

5 So he came to Judea, and drew near to Bethsura, which was a strong town, but distant from Jerusalem about five furlongs, and he laid sore siege unto it.

6 Now when they that were with Maccabeus heard that he besieged the holds, they and all the people with lamentation and tears besought the Lord that he would send a good angel to deliver Israel. 7 Then Maccabeus himself first of all took weapons, exhorting the other that they would jeopard themselves together with him to help their brethren: so they went forth together with a willing mind.

8 And as they were at Jerusalem, there appeared before them on horseback one in white clothing, shaking his armour of gold. 9 Then they praised the merciful God all together, and took heart, insomuch that they were ready not only to fight with men, but with most cruel beasts, and to pierce through walls of iron. 10 Thus they marched forward in their armour, having an helper from heaven: for the Lord was merciful unto them 11 And giving a charge upon their enemies like lions, they slew eleven thousand footmen, and sixteen hundred horsemen, and put all the other to flight. 12 Many of them also being wounded escaped naked; and Lysias himself fled away shamefully, and so escaped.

13 Who, as he was a man of understanding, casting with himself what loss he had had, and considering that the Hebrews could not be overcome, because the Almighty God helped them, he sent unto them, 14 And persuaded them to agree to all reasonable conditions, and promised that he would persuade the king that he must needs be a friend unto them. 15 Then Maccabeus consented to all that Lysias desired, being careful of the common good; and whatsoever Maccabeus wrote unto Lysias concerning the Jews, the king granted it.

16 For there were letters written unto the Jews from Lysias to this effect: Lysias unto the people of the Jews sendeth greeting: 17 John and Absalon, who were sent from you, delivered me the petition subscribed, and made request for the performance of the contents thereof. 18 Therefore what things soever were meet to be reported to the king, I have declared them, and he hath granted as much as might be. 19 And if then ye will keep yourselves loyal to the state, hereafter also will I endeavour to be a means of your good. 20 But of the particulars I have given order both to these and the other that came from me, to commune with you. 21 Fare ye well. The hundred and eight and fortieth year, the four and twentieth day of the month Dioscorinthius.

22 Now the king’s letter contained these words: King Antiochus unto his brother Lysias sendeth greeting: 23 Since our father is translated unto the gods, our will is, that they that are in our realm live quietly, that every one may attend upon his own affairs. 24 We understand also that the Jews would not consent to our father, for to be brought unto the custom of the Gentiles, but had rather keep their own manner of living: for the which cause they require of us, that we should suffer them to live after their own laws. 25 Wherefore our mind is, that this nation shall be in rest, and we have determined to restore them their temple, that they may live according to the customs of their forefathers. 26 Thou shalt do well therefore to send unto them, and grant them peace, that when they are certified of our mind, they may be of good comfort, and ever go cheerfully about their own affairs.

27 And the letter of the king unto the nation of the Jews was after this manner: King Antiochus sendeth greeting unto the council, and the rest of the Jews: 28 If ye fare well, we have our desire; we are also in good health. 29 Menelaus declared unto us, that your desire was to return home, and to follow your own business: 30 Wherefore they that will depart shall have safe conduct till the thirtieth day of Xanthicus with security. 31 And the Jews shall use their own kind of meats and laws, as before; and none of them any manner of ways shall be molested for things ignorantly done. 32 I have sent also Menelaus, that he may comfort you. 33 Fare ye well. In the hundred forty and eighth year, and the fifteenth day of the month Xanthicus.

34 The Romans also sent unto them a letter containing these words: Quintus Memmius and Titus Manlius, ambassadors of the Romans, send greeting unto the people of the Jews. 35 Whatsoever Lysias the king’s cousin hath granted, therewith we also are well pleased. 36 But touching such things as he judged to be referred to the king, after ye have advised thereof, send one forthwith, that we may declare as it is convenient for you: for we are now going to Antioch.

37 Therefore send some with speed, that we may know what is your mind. 38 Farewell. This hundred and eight and fortieth year, the fifteenth day of the month Xanthicus.

Chapter 12

12:1 When these covenants were made, Lysias went unto the king, and the Jews were about their husbandry. 2 But of the governors of several places, Timotheus, and Apollonius the son of Genneus, also Hieronymus, and Demophon, and beside them Nicanor the governor of Cyprus, would not suffer them to be quiet and live in peace.

3 The men of Joppa also did such an ungodly deed: they prayed the Jews that dwelt among them to go with their wives and children into the boats which they had prepared, as though they had meant them no hurt. 4 Who accepted of it according to the common decree of the city, as being desirous to live in peace, and suspecting nothing: but when they were gone forth into the deep, they drowned no less than two hundred of them.

5 When Judas heard of this cruelty done unto his countrymen, he commanded those that were with him to make them ready. 6 And calling upon God the righteous Judge, he came against those murderers of his brethren, and burnt the haven by night, and set the boats on fire, and those that fled thither he slew. 7 And when the town was shut up, he went backward, as if he would return to root out all them of the city of Joppa.

8 But when he heard that the Jamnites were minded to do in like manner unto the Jews that dwelt among them, 9 He came upon the Jamnites also by night, and set fire on the haven and the navy, so that the light of the fire was seen at Jerusalem two hundred and forty furlongs off.

10 Now when they were gone from thence nine furlongs in their journey toward Timotheus, no fewer than five thousand men on foot and five hundred horsemen of the Arabians set upon him. 11 Whereupon there was a very sore battle; but Judas’ side by the help of God got the victory; so that the Nomades of Arabia, being overcome, besought Judas for peace, promising both to give him cattle, and to pleasure him otherwise.

12 Then Judas, thinking indeed that they would be profitable in many things, granted them peace: whereupon they shook hands, and so they departed to their tents.

13 He went also about to make a bridge to a certain strong city, which was fenced about with walls, and inhabited by people of divers countries; and the name of it was Caspis. 14 But they that were within it put such trust in the strength of the walls and provision of victuals, that they behaved themselves rudely toward them that were with Judas, railing and blaspheming, and uttering such words as were not to be spoken. 15 Wherefore Judas with his company, calling upon the great Lord of the world, who without rams or engines of war did cast down Jericho in the time of Joshua, gave a fierce assault against the walls, 16 And took the city by the will of God, and made unspeakable slaughters, insomuch that a lake two furlongs broad near adjoining thereunto, being filled full, was seen running with blood.

17 Then departed they from thence seven hundred and fifty furlongs, and came to Characa unto the Jews that are called Tubieni. 18 But as for Timotheus, they found him not in the places: for before he had dispatched any thing, he departed from thence, having left a very strong garrison in a certain hold. 19 Howbeit Dositheus and Sosipater, who were of Maccabeus’ captains, went forth, and slew those that Timotheus had left in the fortress, above ten thousand men.

20 And Maccabeus ranged his army by bands, and set them over the bands, and went against Timotheus, who had about him an hundred and twenty thousand men of foot, and two thousand and five hundred horsemen.

21 Now when Timotheus had knowledge of Judas’ coming, he sent the women and children and the other baggage unto a fortress called Carnion: for the town was hard to besiege, and uneasy to come unto, by reason of the straitness of all the places.

22 But when Judas his first band came in sight, the enemies, being smitten with fear and terror through the appearing of him who seeth all things, fled amain, one running into this way, another that way, so as that they were often hurt of their own men, and wounded with the points of their own swords. 23 Judas also was very earnest in pursuing them, killing those wicked wretches, of whom he slew about thirty thousand men.

24 Moreover Timotheus himself fell into the hands of Dositheus and Sosipater, whom he besought with much craft to let him go with his life, because he had many of the Jews’ parents, and the brethren of some of them, who, if they put him to death, should not be regarded. 25 So when he had assured them with many words that he would restore them without hurt, according to the agreement, they let him go for the saving of their brethren.

26 Then Maccabeus marched forth to Carnion, and to the temple of Atargatis, and there he slew five and twenty thousand persons.

27 And after he had put to flight and destroyed them, Judas removed the host toward Ephron, a strong city, wherein Lysias abode, and a great multitude of divers nations, and the strong young men kept the walls, and defended them mightily: wherein also was great provision of engines and darts. 28 But when Judas and his company had called upon Almighty God, who with his power breaketh the strength of his enemies, they won the city, and slew twenty and five thousand of them that were within,

29 From thence they departed to Scythopolis, which lieth six hundred furlongs from Jerusalem, 30 But when the Jews that dwelt there had testified that the Scythopolitans dealt lovingly with them, and entreated them kindly in the time of their adversity; 31 They gave them thanks, desiring them to be friendly still unto them: and so they came to Jerusalem, the feast of the weeks approaching.

32 And after the feast, called Pentecost, they went forth against Gorgias the governor of Idumea, 33 Who came out with three thousand men of foot and four hundred horsemen. 34 And it happened that in their fighting together a few of the Jews were slain. 35 At which time Dositheus, one of Bacenor’s company, who was on horseback, and a strong man, was still upon Gorgias, and taking hold of his coat drew him by force; and when he would have taken that cursed man alive, a horseman of Thracia coming upon him smote off his shoulder, so that Gorgias fled unto Marisa.

36 Now when they that were with Gorgias had fought long, and were weary, Judas called upon the Lord, that he would shew himself to be their helper and leader of the battle. 37 And with that he began in his own language, and sung psalms with a loud voice, and rushing unawares upon Gorgias’ men, he put them to flight. 38 So Judas gathered his host, and came into the city of Odollam, And when the seventh day came, they purified themselves, as the custom was, and kept the sabbath in the same place.

39 And upon the day following, as the use had been, Judas and his company came to take up the bodies of them that were slain, and to bury them with their kinsmen in their fathers’ graves. 40 Now under the coats of every one that was slain they found things consecrated to the idols of the Jamnites, which is forbidden the Jews by the law. Then every man saw that this was the cause wherefore they were slain. 41 All men therefore praising the Lord, the righteous Judge, who had opened the things that were hid, 42 Betook themselves unto prayer, and besought him that the sin committed might wholly be put out of remembrance. Besides, that noble Judas exhorted the people to keep themselves from sin, forsomuch as they saw before their eyes the things that came to pass for the sins of those that were slain.

43 And when he had made a gathering throughout the company to the sum of two thousand drachms of silver, he sent it to Jerusalem to offer a sin offering, doing therein very well and honestly, in that he was mindful of the resurrection: 44 For if he had not hoped that they that were slain should have risen again, it had been superfluous and vain to pray for the dead. 45 And also in that he perceived that there was great favour laid up for those that died godly, it was an holy and good thought. Whereupon he made a reconciliation for the dead, that they might be delivered from sin.

Chapter 13

13:1 In the hundred forty and ninth year it was told Judas, that Antiochus Eupator was coming with a great power into Judea, 2 And with him Lysias his protector, and ruler of his affairs, having either of them a Grecian power of footmen, an hundred and ten thousand, and horsemen five thousand and three hundred, and elephants two and twenty, and three hundred chariots armed with hooks.

3 Menelaus also joined himself with them, and with great dissimulation encouraged Antiochus, not for the safeguard of the country, but because he thought to have been made governor. 4 But the King of kings moved Antiochus’ mind against this wicked wretch, and Lysias informed the king that this man was the cause of all mischief, so that the king commanded to bring him unto Berea, and to put him to death, as the manner is in that place.

5 Now there was in that place a tower of fifty cubits high, full of ashes, and it had a round instrument which on every side hanged down into the ashes. 6 And whosoever was condemned of sacrilege, or had committed any other grievous crime, there did all men thrust him unto death. 7 Such a death it happened that wicked man to die, not having so much as burial in the earth; and that most justly: 8 For inasmuch as he had committed many sins about the altar, whose fire and ashes were holy, he received his death in ashes.

9 Now the king came with a barbarous and haughty mind to do far worse to the Jews, than had been done in his father’s time. 10 Which things when Judas perceived, he commanded the multitude to call upon the Lord night and day, that if ever at any other time, he would now also help them, being at the point to be put from their law, from their country, and from the holy temple: 11 And that he would not suffer the people, that had even now been but a little refreshed, to be in subjection to the blasphemous nations.

12 So when they had all done this together, and besought the merciful Lord with weeping and fasting, and lying flat upon the ground three days long, Judas, having exhorted them, commanded they should be in a readiness.

13 And Judas, being apart with the elders, determined, before the king’s host should enter into Judea, and get the city, to go forth and try the matter in fight by the help of the Lord.

14 So when he had committed all to the Creator of the world, and exhorted his soldiers to fight manfully, even unto death, for the laws, the temple, the city, the country, and the commonwealth, he camped by Modin: 15 And having given the watchword to them that were about him, Victory is of God; with the most valiant and choice young men he went in into the king’s tent by night, and slew in the camp about four thousand men, and the chiefest of the elephants, with all that were upon him. 16 And at last they filled the camp with fear and tumult, and departed with good success. 17 This was done in the break of the day, because the protection of the Lord did help him.

18 Now when the king had taken a taste of the manliness of the Jews, he went about to take the holds by policy, 19 And marched toward Bethsura, which was a strong hold of the Jews: but he was put to flight, failed, and lost of his men: 20 For Judas had conveyed unto them that were in it such things as were necessary.

21 But Rhodocus, who was in the Jews’ host, disclosed the secrets to the enemies; therefore he was sought out, and when they had gotten him, they put him in prison.

22 The king treated with them in Bethsura the second time, gave his hand, took their’s, departed, fought with Judas, was overcome; 23 Heard that Philip, who was left over the affairs in Antioch, was desperately bent, confounded, intreated the Jews, submitted himself, and sware to all equal conditions, agreed with them, and offered sacrifice, honoured the temple, and dealt kindly with the place, 24 And accepted well of Maccabeus, made him principal governor from Ptolemais unto the Gerrhenians; 25 Came to Ptolemais: the people there were grieved for the covenants; for they stormed, because they would make their covenants void:

26 Lysias went up to the judgment seat, said as much as could be in defence of the cause, persuaded, pacified, made them well affected, returned to Antioch. Thus it went touching the king’s coming and departing.

Chapter 14

14:1 After three years was Judas informed, that Demetrius the son of Seleucus, having entered by the haven of Tripolis with a great power and navy, 2 Had taken the country, and killed Antiochus, and Lysias his protector.

3 Now one Alcimus, who had been high priest, and had defiled himself wilfully in the times of their mingling with the Gentiles, seeing that by no means he could save himself, nor have any more access to the holy altar, 4 Came to king Demetrius in the hundred and one and fiftieth year, presenting unto him a crown of gold, and a palm, and also of the boughs which were used solemnly in the temple: and so that day he held his peace.

5 Howbeit having gotten opportunity to further his foolish enterprise, and being called into counsel by Demetrius, and asked how the Jews stood affected, and what they intended, he answered thereunto: 6 Those of the Jews that he called Assideans, whose captain is Judas Maccabeus, nourish war and are seditious, and will not let the rest be in peace.

7 Therefore I, being deprived of mine ancestors’ honour, I mean the high priesthood, am now come hither: 8 First, verily for the unfeigned care I have of things pertaining to the king; and secondly, even for that I intend the good of mine own countrymen: for all our nation is in no small misery through the unadvised dealing of them aforesaid.

9 Wherefore, O king, seeing knowest all these things, be careful for the country, and our nation, which is pressed on every side, according to the clemency that thou readily shewest unto all. 10 For as long as Judas liveth, it is not possible that the state should be quiet. 11 This was no sooner spoken of him, but others of the king’s friends, being maliciously set against Judas, did more incense Demetrius.

12 And forthwith calling Nicanor, who had been master of the elephants, and making him governor over Judea, he sent him forth, 13 Commanding him to slay Judas, and to scatter them that were with him, and to make Alcimus high priest of the great temple. 14 Then the heathen, that had fled out of Judea from Judas, came to Nicanor by flocks, thinking the harm and calamities of the Jews to be their welfare.

15 Now when the Jews heard of Nicanor’s coming, and that the heathen were up against them, they cast earth upon their heads, and made supplication to him that had established his people for ever, and who always helpeth his portion with manifestation of his presence. 16 So at the commandment of the captain they removed straightways from thence, and came near unto them at the town of Dessau.

17 Now Simon, Judas’ brother, had joined battle with Nicanor, but was somewhat discomfited through the sudden silence of his enemies. 18 Nevertheless Nicanor, hearing of the manliness of them that were with Judas, and the courageousness that they had to fight for their country, durst not try the matter by the sword. 19 Wherefore he sent Posidonius, and Theodotus, and Mattathias, to make peace.

20 So when they had taken long advisement thereupon, and the captain had made the multitude acquainted therewith, and it appeared that they were all of one mind, they consented to the covenants, 21 And appointed a day to meet in together by themselves: and when the day came, and stools were set for either of them, 22 Judas placed armed men ready in convenient places, lest some treachery should be suddenly practised by the enemies: so they made a peaceable conference.

23 Now Nicanor abode in Jerusalem, and did no hurt, but sent away the people that came flocking unto him. 24 And he would not willingly have Judas out of his sight: for he love the man from his heart 25 He prayed him also to take a wife, and to beget children: so he married, was quiet, and took part of this life.

26 But Alcimus, perceiving the love that was betwixt them, and considering the covenants that were made, came to Demetrius, and told him that Nicanor was not well affected toward the state; for that he had ordained Judas, a traitor to his realm, to be the king’s successor. 27 Then the king being in a rage, and provoked with the accusations of the most wicked man, wrote to Nicanor, signifying that he was much displeased with the covenants, and commanding him that he should send Maccabeus prisoner in all haste unto Antioch.

28 When this came to Nicanor’s hearing, he was much confounded in himself, and took it grievously that he should make void the articles which were agreed upon, the man being in no fault. 29 But because there was no dealing against the king, he watched his time to accomplish this thing by policy. 30 Notwithstanding, when Maccabeus saw that Nicanor began to be churlish unto him, and that he entreated him more roughly than he was wont, perceiving that such sour behaviour came not of good, he gathered together not a few of his men, and withdrew himself from Nicanor. 31 But the other, knowing that he was notably prevented by Judas’ policy, came into the great and holy temple, and commanded the priests, that were offering their usual sacrifices, to deliver him the man. 32 And when they sware that they could not tell where the man was whom he sought, 33 He stretched out his right hand toward the temple, and made an oath in this manner: If ye will not deliver me Judas as a prisoner, I will lay this temple of God even with the ground, and I will break down the altar, and erect a notable temple unto Bacchus.

34 After these words he departed. Then the priests lifted up their hands toward heaven, and besought him that was ever a defender of their nation, saying in this manner; 35 Thou, O Lord of all things, who hast need of nothing, wast pleased that the temple of thine habitation should be among us: 36 Therefore now, O holy Lord of all holiness, keep this house ever undefiled, which lately was cleansed, and stop every unrighteous mouth.

37 Now was there accused unto Nicanor one Razis, one of the elders of Jerusalem, a lover of his countrymen, and a man of very good report, who for his kindness was called a father of the Jews. 38 For in the former times, when they mingled not themselves with the Gentiles, he had been accused of Judaism, and did boldly jeopard his body and life with all vehemency for the religion of the Jews.

39 So Nicanor, willing to declare the hate that he bare unto the Jews, sent above five hundred men of war to take him: 40 For he thought by taking him to do the Jews much hurt. 41 Now when the multitude would have taken the tower, and violently broken into the outer door, and bade that fire should be brought to burn it, he being ready to be taken on every side fell upon his sword; 42 Choosing rather to die manfully, than to come into the hands of the wicked, to be abused otherwise than beseemed his noble birth: 43 But missing his stroke through haste, the multitude also rushing within the doors, he ran boldly up to the wall, and cast himself down manfully among the thickest of them. 44 But they quickly giving back, and a space being made, he fell down into the midst of the void place.

45 Nevertheless, while there was yet breath within him, being inflamed with anger, he rose up; and though his blood gushed out like spouts of water, and his wounds were grievous, yet he ran through the midst of the throng; and standing upon a steep rock, 46 When as his blood was now quite gone, he plucked out his bowels, and taking them in both his hands, he cast them upon the throng, and calling upon the Lord of life and spirit to restore him those again, he thus died.

Chapter 15

15:1 But Nicanor, hearing that Judas and his company were in the strong places about Samaria, resolved without any danger to set upon them on the sabbath day.

2 Nevertheless the Jews that were compelled to go with him said, O destroy not so cruelly and barbarously, but give honour to that day, which he, that seeth all things, hath honoured with holiness above all other days.

3 Then the most ungracious wretch demanded, if there were a Mighty one in heaven, that had commanded the sabbath day to be kept. 4 And when they said, There is in heaven a living Lord, and mighty, who commanded the seventh day to be kept: 5 Then said the other, And I also am mighty upon earth, and I command to take arms, and to do the king’s business. Yet he obtained not to have his wicked will done. 6 So Nicanor in exceeding pride and haughtiness determined to set up a publick monument of his victory over Judas and them that were with him.

7 But Maccabeus had ever sure confidence that the Lord would help him: 8 Wherefore he exhorted his people not to fear the coming of the heathen against them, but to remember the help which in former times they had received from heaven, and now to expect the victory and aid, which should come unto them from the Almighty. 9 And so comforting them out of the law and the prophets, and withal putting them in mind of the battles that they won afore, he made them more cheerful.

10 And when he had stirred up their minds, he gave them their charge, shewing them therewithal the falsehood of the heathen, and the breach of oaths. 11 Thus he armed every one of them, not so much with defence of shields and spears, as with comfortable and good words: and beside that, he told them a dream worthy to be believed, as if it had been so indeed, which did not a little rejoice them.

12 And this was his vision: That Onias, who had been high priest, a virtuous and a good man, reverend in conversation, gentle in condition, well spoken also, and exercised from a child in all points of virtue, holding up his hands prayed for the whole body of the Jews. 13 This done, in like manner there appeared a man with gray hairs, and exceeding glorious, who was of a wonderful and excellent majesty. 14 Then Onias answered, saying, This is a lover of the brethren, who prayeth much for the people, and for the holy city, to wit, Jeremias the prophet of God. 15 Whereupon Jeremias holding forth his right hand gave to Judas a sword of gold, and in giving it spake thus, 16 Take this holy sword, a gift from God, with the which thou shalt wound the adversaries.

17 Thus being well comforted by the words of Judas, which were very good, and able to stir them up to valour, and to encourage the hearts of the young men, they determined not to pitch camp, but courageously to set upon them, and manfully to try the matter by conflict, because the city and the sanctuary and the temple were in danger. 18 For the care that they took for their wives, and their children, their brethren, and folks, was in least account with them: but the greatest and principal fear was for the holy temple. 19 Also they that were in the city took not the least care, being troubled for the conflict abroad.

20 And now, when as all looked what should be the trial, and the enemies were already come near, and the army was set in array, and the beasts conveniently placed, and the horsemen set in wings,

21 Maccabeus seeing the coming of the multitude, and the divers preparations of armour, and the fierceness of the beasts, stretched out his hands toward heaven, and called upon the Lord that worketh wonders, knowing that victory cometh not by arms, but even as it seemeth good to him, he giveth it to such as are worthy: 22 Therefore in his prayer he said after this manner; O Lord, thou didst send thine angel in the time of Ezekias king of Judea, and didst slay in the host of Sennacherib an hundred fourscore and five thousand: 23 Wherefore now also, O Lord of heaven, send a good angel before us for a fear and dread unto them; 24 And through the might of thine arm let those be stricken with terror, that come against thy holy people to blaspheme. And he ended thus.

25 Then Nicanor and they that were with him came forward with trumpets and songs. 26 But Judas and his company encountered the enemies with invocation and prayer. 27 So that fighting with their hands, and praying unto God with their hearts, they slew no less than thirty and five thousand men: for through the appearance of God they were greatly cheered.

28 Now when the battle was done, returning again with joy, they knew that Nicanor lay dead in his harness. 29 Then they made a great shout and a noise, praising the Almighty in their own language.

30 And Judas, who was ever the chief defender of the citizens both in body and mind, and who continued his love toward his countrymen all his life, commanded to strike off Nicanor’s head, and his hand with his shoulder, and bring them to Jerusalem.

31 So when he was there, and called them of his nation together, and set the priests before the altar, he sent for them that were of the tower, 32 And shewed them vile Nicanor’s head, and the hand of that blasphemer, which with proud brags he had stretched out against the holy temple of the Almighty.

33 And when he had cut out the tongue of that ungodly Nicanor, he commanded that they should give it by pieces unto the fowls, and hang up the reward of his madness before the temple. 34 So every man praised toward the heaven the glorious Lord, saying, Blessed be he that hath kept his own place undefiled. 35 He hanged also Nicanor’s head upon the tower, an evident and manifest sign unto all of the help of the Lord.

36 And they ordained all with a common decree in no case to let that day pass without solemnity, but to celebrate the thirtieth day of the twelfth month, which in the Syrian tongue is called Adar, the day before Mardocheus’ day. 37 Thus went it with Nicanor: and from that time forth the Hebrews had the city in their power. And here will I make an end.

38 And if I have done well, and as is fitting the story, it is that which I desired: but if slenderly and meanly, it is that which I could attain unto. 39 For as it is hurtful to drink wine or water alone; and as wine mingled with water is pleasant, and delighteth the taste: even so speech finely framed delighteth the ears of them that read the story. And here shall be an end.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.